Rajd AK – Edycja 2016
W dniach (23 – 25.09.2016) odbył się Rajd Szlakami Grupy Kampinos AK na który nasza drużyna się oczywiście wybrała 🙂 Pełni pozytywnej energii, dobrze spakowani zebraliśmy się w piątek o godz. 18.00 na parkingu przed Lidlem. Gdy już wszyscy przybyli odbyliśmy meldunek i szybko wpakowaliśmy się do aut. Do Jaktorowa nie mamy daleko więc po około 20 minutach byliśmy na miejscu. Weszliśmy do szkoły i poszliśmy do przydzielonej nam sali. Zostawiliśmy swoje rzeczy , a następnie pomaszerowaliśmy wypełniać swoje Kenkarty oraz Karty AK , które miały nam służyć do nocnej gry i przez cały rajd. Na rajdzie byliśmy podzieleni na dwa patrole : Męski pod dowództwem Wallsona i Żeński ( z małymi wyjątkami 😉 ) pod dowództwem Chmury. Rozdano nam karty patrolowe i ruszyliśmy na grę nocną. Niestety nie udało nam się zaliczyć wszystkich punktów , ale te , które nam się udało zaliczyć polegały na przykład na : znalezieniu piosenki , posklejaniu jej i zaśpiewaniu ; na zbudowaniu z cegieł czegoś w stylu piecyka ; znalezieniu azymutów i odnalezienia koperty. Około 21 , gdy gra się już skończyła wróciliśmy do szkoły , zjedliśmy kolację i zaczęliśmy się przygotowywać do świeczowiska. Przed świeczowiskiem odbył się jeszcze apel rozpoczynający rajd. Zasiedliśmy wszyscy w kręgu , każdy patrol opowiedział coś o sobie , zaproponował piosenkę albo pląs. My zaproponowaliśmy piosenkę ,, Wędrujemy ” w wykonaniu dziewczyn :). Gdy świeczowisko się skończyło Mammuty przygotowały dla nas niespodziankę w postaci zdjęć z Obozu w Szklanej Hucie! Wspólnie obejrzeliśmy , potem już tylko spędzanie czasu z przyjaciółmi , muzykowanie , odpoczynek i sen. Trzeba było trochę naładować energię na sobotni dzień.
Sobota , czyli najbardziej wyczerpujący a zarazem najfajniejszy dzień. Przygotowano dla nas niezłą pobudkę. O 6:30 byliśmy już na nogach , ponieważ przed główną trasą czekała na nas także trasa poranna , tak jakby Impreza na orientację. W strojach partyzanckich szukaliśmy wyznaczonych dla nas punktów. Na drzewach zawieszony były karty na , na których trzeba było szukać nazwy patrolu i spisać odpowiednie hasła. Po drodze musieliśmy uważać na kryjących się Niemców. Na koniec gry zwołano wszystkich uczestników w jedno miejsce gdzie zrzucono nam pewne ekwipunki.
Gra się skończyła wróciliśmy do szkoły , mieliśmy tam jeszcze trochę
wolnego czasu zanim wyruszyliśmy w długą trasę. Przyszła już ta chwila więc plecaki na plecy i w drogę. Pierwszy punkt był w szkole. Polegał on na tym , żeby w danych książkach leżących w sali znaleźć słowa , które potem miały stanowić rozwiązanie pewnego rozkazu. Na trasie czekało na nas w sumie 8 punktów. Punkty były naprawdę bardzo ciekawe. Był punkt na którym trzeba było wykazać się zręcznością i siłą. Tor w przeszkód na którym jedna z osób musi w OP1 przetransportować belkę za wyznaczoną linie , a druga w masce przeskoczyć skrzynki i bez dotknięcia przejść przez przywiązane sznurki.
Kolejny z punktów jaki na nas czekał to punkt z ranną
dziewczyną i chłopakiem , którym musieliśmy udzielić pomocy. Następny punkt na naszej trasie to dostanie się do namiotu i wykradnięcie z niego potrzebnej rzeczy. Po drodze dodatkowym punktem był sklep gdzie mogliśmy kupić ciekawe rzeczy na przykład warzywa : ziemniaki , buraki albo… skarpetki dla Drwala :). I nadszedł czas na chyba jeden z najprzyjemniejszych przystanków… punkt gdzie można było odpocząć i dobrze się najeść. Miłe Panie kucharki przygotowały nam pyszny żurek z pajdą chleba i smalcem , a na deser soczyste winogronko. Wyżerka szybko minęła i kto chciał mógł skorzystać sobie ze strzelnicy. Przed nami jeszcze 3 punkty. Punkty ze strzelaniem z wiatrówki do puszek i z grami typu ,, Kółko i krzyżyk” oraz gra w karty. Punkt na którym dwie osoby wchodzą do środka motocykla i muszą przyszyć jak największą ilość guzików do koszuli w czasie gdy on bardzo szybko jedzie po różnych dołkach i nie równym terenie ;). Oraz punkt zespołowy polegający na przeciągnięciu słoika i wyjęciu z niego informacji. Został nam jeszcze kawałek do przejścia do szkoły w Baranowie i nareszcie upragniony relaks. Który może nie trwał zbyt długo , ale zawsze ;). Niestety Wolly i Chmura musieli nas opuścić , by przygotować się do niedzielnego maratonu , który przy okazji poszedł ( Chmurze , Śliwkowi i Hajdiemu ) naprawdę świetnie. Patrolem Męskim zajął się Piorun , a Żeńsko -(męskim) Kanon. Zjedliśmy kolację i jeszcze tej nocy odbyła się kolejna nocna gra. Zadanie polegało na chodzeniu od jednej osoby do drugiej i wykonywaniu zadań w celu skonstruowania bomby. Zabawa trwała dotąd aż jakaś ekipa to wykona. Gdy już tak się stało wróciliśmy do szkoły , gdzie już naprawdę mogliśmy odpocząć i pójść spać.
Niedziela, ostatni dzień. Pobudka 7.30 trochę później niż w sobotę ;). Szybko zebraliśmy się , zjedliśmy śniadanko i pojechaliśmy na miejsce gdzie miała odbyć się msza i podsumowanie rajdu na cmentarz w Budach Zosinych. Nasza drużyna została jak zwykle przydzielona do składania kwiatów, co nam bardzo odpowiadało. Po skończonej mszy wreszcie udaliśmy się na apel podsumowujący rajd na którym mieliśmy się dowiedzieć , które miejsca zajęliśmy i…..
Tam tara ram…. Patrol Męski miejsce 5!!! Patrol Żeński miejsce 4!!! tak blisko podium 🙂 Ogromnie się cieszyliśmy. Potem już tylko pamiątkowe zdjęcie i pożegnania. I powoli pojechaliśmy do domu. To był naprawdę super udany rajd! Mamy nadzieję , że za rok będzie równie fajnie jak teraz :).
Na rajdzie byli : Chmura , Wallson , Kanon , Piorun , Szycha , Grożę , Luby , Gwiazda , Drwal , Puchacz , Gustlik , Rogu , Kakadu , Huragan , Wilku , Pestka , Grucha , Igła , Szeryf
To niewiarygodne , za nami trzeci już obóz w Szklanej Hucie. Za nami 11 dni harcerskiego doskonalenia się i wypoczynku. Wydaje mi się , że prawie wszyscy, a na pewno większość wykorzystała ten czas w 100 procentach. Większość harcerzy 77MDH zdobyła kolejne stopnie harcerskie, a także zaliczyła naprawdę dużo nowych sprawności. Czworo harcerzy: Luby , Ossa , Gwiazda , Drwal osiągnęło szczyt ideałów i otrzymało krzyż harcerski. Łącznie na obóz pojechało nas 30 osób… część była na swoim pierwszym obozie, lecz byli i tacy co na obozie byli już po raz 5 (Mammutom liczyć obozów nie będziemy, bo to trudne) 🙂 Gdy wyruszyliśmy wszyscy zaczęli się zastanawiać… jak obóz będzie wyglądał w tym roku, ale tego nie wiedział nikt. Wspominaliśmy jak było w tamtym roku i nie mogliśmy się doczekać kolejnej harcerskiej przygody. Na miejsce dotarliśmy późna nocą , tak więc szybko położyliśmy się spać , by mieć energie do pracy kolejnego dnia .
Jak to bywa pierwszego ranka ciężko było się wyskoczyć ze śpiworka i w gotowości stanąć przed namiotami , ale jakoś się nam udało ;). Od razu po przebudzeniu i gimnastyce wzięliśmy się do pracy. Zaczęliśmy ogarniać namioty , sprzątać plac apelowy , robić zeribę oraz budować bramę . Zajęło nam to praktycznie cały dzień. Robiliśmy to po to , by przez cały obóz mieć godne warunki i móc cieszyć się tym miejscem. Dzień zakończyliśmy świeczowiskiem.
Drugiego dnia kończyliśmy jeszcze pracę , które nam zostały. Trudno jest sobie przypomnieć co robiliśmy każdego dnia i o każdej porze , ale jedno jest pewne – nigdy się nie nudziliśmy 🙂 Codziennie rano pracowaliśmy nad swoją kondycją. Biegaliśmy i ćwiczyliśmy (czasami dance’owaliśmy) , by z dnia na dzień stawać się coraz bardziej sprawnymi. Kiedy tylko pojawiała się jakaś wolna chwila zaliczaliśmy podstawowe sprawności , jak również te hobbystyczne dopasowane pod każdego z nas. Co to byłby za obóz jakby nie było chociaż jednego INO! Poszło nam ono naprawdę dobrze. Odwiedziliśmy także Białogórę , gdzie spędziliśmy naprawdę fajnych kilka godzin. Trudno było nie zahaczyć chociaż o malutkiego lodzika ;). Jeden z dni był dość cichy… . Odbyła się wtedy naprawdę ciężka próba – próba milczenia. Po
porannym apelu zabrzmiał gwizd i nastała cisza. Każdy chciał wytrzymać w milczeniu jak najdłużej co w rezultacie udało się tylko Drwalowi. Miłą niespodzianką była dla nas wizyta Pana , który opowiedział nam ciekawą historie związaną z Tajnym Niewidzialnym Hufcem Harcerzy. Tajny Niewidzialny Hufiec Harcerzy działał w Gdyni w roku 1939. Wspólnie obejrzeliśmy także projekcje filmu pt. ,, Powstanie Warszawskie ”. Wywarł on na nas duże wrażenie. Jednym z fajniejszych momentów na tym obozie był konkurs ,, Mam anty-Talent” Wszyscy zaprezentowali na nim swój talent , pasję. Były naprawdę niezwykłe talenty począwszy od występów tanecznych i wokalnych do pokazów karate i sztuczek magicznych. Zdarzały się także talenty nietypowe jak: dotknięcie stopą pachy , nietypowe robienie pompek , bieg z ciężarem , piosenka na 6 rąk , a nawet przytulanie. Przez ten konkurs poznaliśmy bardziej
zainteresowania innych. W piątek wybraliśmy się na spływ kajakami. Dobraliśmy się w pary i płynęliśmy 7km do morza
Nie zapominajmy także o ,,Magic Tua Tua” !!! To niesamowite, że zwykły niebieski toi toi może stać się niezwykłym miejscem do występów muzycznych takich zespołów jak Córas and Papas! Każdy dzień kończyliśmy ogniskiem pod pięknym drzewem ,, Bonzai ”. Ogniska te były podsumowaniem dnia , chwilą wyciszenia w wspólnym gronie. Mammuty opowiadały nam wspaniałe historie z wcześniejszych lat , a my z ciekawością się wsłuchiwaliśmy. Ogniska w naszej drużynie to coś wyjątkowego. Mimo , że na tym obozie pogoda nie zawsze dopisywała , zawsze potrafiliśmy znaleźć sobie zajęcie. Bardziej się ze sobą zintegrowaliśmy . Spędzaliśmy czas na wspólnej zabawie , przez co często zdarzały się śmieszne sytuacje. Apel kończący , ta radość , gdy dowiedzieliśmy się , że mamy swoje upragnione stopnie. Później już tylko pakowanko i do autokaru. Z wielkim żalem opuszczaliśmy to miejsce, spokojnie moglibyśmy zostać tam jeszcze co najmniej 2 miesiące ;). Lecz trzeba było wracać do domu. Wszyscy mamy nadzieje , że odwiedzimy jeszcze Szklaną Hutę i spędzimy kolejny tak świetny obóz.




Sobota , czyli najbardziej wyczekiwany i pracowity dzień. Wczesna pobudka to coś czego nam brakowało 🙂 Zbiórka przed pokojami i przygotowanie się do porannej gimnastyki poprowadzonej przez Wilka i Wichurę. Poranne pląsy i śniadanie dały nam energię na resztę dnia. Potem odbył się apel i dowiedzieliśmy się , że wyruszamy na trasę. Wręczono każdemu zastępowi mapę i niedługo potem wyruszyła pierwsza ekipa. Pogoda w tym dniu była dość sprzyjająca. Na trasie znajdowały się zaszyfrowane listy i szkoleniowe punkty. Pierwszy z punktów był na temat musztry. Małysz przypomniał nam i nauczył nowe osoby kilku podstawowych komend , które często będziemy
spotykać w naszym harcerskim życiu. Na przykład zwroty i wystąpienia. Drugi punkt dotyczył przypomnienia sobie ważnych wydarzeń z początków scoutingu i harcerstwa , które warto znać. Na trzecim punkcie omówiliśmy znane nam sposoby określenia północy i południa , za pomocą różnych naturalnych znaków takich jak na przykład mech czy słońce. Myślę , że te 3 punkty z pewnością przydadzą się osobą będącym od krótszego czasu w drużynie , jak i zarówno tym którzy są dłużej i , którym się trochę zapomniało 😉 Koniec trasy znajdował się na tak zwanej ,, Górze Łosiowej” na którą każdy zastęp doszedł bez większego problemu. Tam mieliśmy za zadanie przygotować ognisko i kuchnie polową. Zjedliśmy pyszną zupkę i odpoczęliśmy w świetnych okolicznościach przyrody. Czekała potem również na nas bitwa w paintball’owa! To była super zabawa polegająca na przechwyceniu flagi zanim to zrobi przeciwna drużyna. Spędziliśmy na tej górze jeszcze trochę czasu i pomału zebraliśmy się z powrotem do szkoły. Lekko zmęczeni , ale szczęśliwi :). Jeszcze tego dnia po skończonej trasie zespół ,, Córas & Papas” zagrali dla nas swój prywatny koncert. Potem odbyła się kolacja , a niedługo potem zaczęliśmy przygotowywać się do ogniska. Na szczęście tym razem trwało o no dłużej , wspólnie w gronie pośpiewaliśmy i porozmawialiśmy o minionym dniu i pracy , która nas czeka w przyszłym czasie. Już prawie na koniec dnia Zastęp II wraz z Zastępem I przygotował grę w stylu kalambur tyle , że do odgadnięcia były ksywki harcerzy z naszej drużyny :). Potem już tylko odpoczynek , oglądanie filmów i sen.
Niedziela , ostatni dzień wyjazdu. Pobudka około 8.00 , śniadanko na którym dowiedzieliśmy się dzięki wyliczance kto dostanie 12 mmm’sów , a kto będzie musiał myć gary po zupie i ziemniakach ;). Następnie odbyło się tradycyjne INO na terenie szkoły. Pogoda była taka świetna , że nikt nie chciał wracać do domu. Woleliśmy powygrzewać się na ławce na słoneczku. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy… Spakowaliśmy swoje rzeczy , ubraliśmy się w mundury odbył się apel i ze smutkiem pomału rozeszliśmy się do aut. Ten biwak bardzo nam się podobał i z niecierpliwością będziemy czekać na następny tak samo udany.