Tag: harcerska

12 lut

Gdzie były Żbiki i Niedźwiedzie?

WP GPX Maps Error: GPX file not found! /home/srv81826/domains/srv81826.seohost.com.pl/public_html/77mazowiecka/home/srv81826/domains/srv81826.seohost.com.pl/public_html/77test/wp-content/uploads/gpx/biwak - żbiki.gpx
Biwak Zimowy - 77 Mazowiecka Drużyna Harcerska & 9 Wodna Drużyna Harcerska
Trasa Żbików i Niedźwiedzi którą zarejestrował GPS

Sobotni bieg na ostatnim biwaku naszej drużyny zakończył się pewną drobną zagadką… gdzie były Żbiki i Niedźwiedzie, kiedy ich nie było 😉 Zacznijmy może jednak od początku! W początkowej fazie tego biegu, wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że przeprowadzony zostanie on wyjątkowo sprawnie, bez żadnych obsuw. Patrole poruszały się w terenie bardzo pewnie, trafiały bezbłędnie z punktu na punkt, a dodatkowo sprzyjała pogoda. Mammuty były pod wielkim wrażeniem, bo po ledwie 3 godzinach pierwsze patrole walczyły już z zadaniami na czwartym punkcie kontrolnym.

Biwak Zimowy - 77 Mazowiecka Drużyna Harcerska & 9 Wodna Drużyna Harcerska
MakGajwer próbuje złapać dech 🙂

Żeby nie było zbyt kolorowo… niestety od tego miejsca wszystko się posypało i dwa prowadzące patrole – Żbiki i Niedźwiedzie z 77MDH przepadły bez wieści. Na próżno wyczekiwaliśmy ich na punkcie nr 5, zwyczajnie gdzieś zapadli się pod ziemię 😉 Dopiero około godziny 16, oba patrole zmordowane i spocone „jak kobyła po westernie” dotarły na punkt Chmury umiejscowiony na „górce uazowej”. Zmęczenie chłopaków było aż nadto widoczne, z niektórymi osobnikami typu MakGajwer czy Pluton ciężko było się dogadać. Mimo lekkiego „obłędu” w oczach, udało im się zaliczyć punkt nr 6, a następnie ruszyć do punktu siódmego, gdzie już czekał na nich gar gorącej grochówki ze świeżutkim chlebem. Apetyt chłopaki mieli iście wilczy… tak że wielki gar zupy został opróżniony do cna. Po zjedzeniu zupy, powłócząc nogi, obie ekipy udały się w kierunku szkoły na spoczynek.

W szkole przyszedł czas na skorzystanie z najnowszych technologii, z których ostatnio korzysta nasza drużyna. Sprawdziliśmy zapis rejestratora GPS, który monitorował zastępy poruszające się w terenie. GPS Niedźwiedzi działał słabo i zarejestrowana trasa była mocno porwana i nieczytelna. Za to zapis z GPS’a Żbików był w 100% ok i tym sposobem zdobyte dane prezentujemy poniżej.

11 lut

Zimowisko wśród Młodzieszyńskich Lasów

Biwak Zimowy - 77 MDH & 9WDH
Przedpołudniowe zajęcia muzyczne

Po raz kolejny 77 Mazowiecka Drużyna Harcerska dotrzymuje tradycji, właśnie minął nam kolejny Biwak w Młodzieszyńskich Lasach – podtrzymujemy tą tradycję od 1996 roku. Chyba każdy z harcerzy 77MDH wypatrywał z niecierpliwością 7 lutego, czyli momentu wyjazdu. Tego dnia, gdy na zegarkach ukazała się godzina 18.20 wyruszyliśmy spod ZSP nr 4 w Żyrardowie , aby gnać pędem do miejsca zakwaterowania (chociaż pędem to może za dużo powiedziane, bo fatalna tego dnia pogoda powodowała, że nasze samochody poruszały się iście żółwim tempem). Biwak zimowy był kolejną okazją do spotkania z naszymi przyjaciółmi z 9 WDH.

Biwak Zimowy - 77 MDH & 9WDH
Zastęp V Niedźwiedzie na trasie sobotniego biegu

Czwartkowy wieczór potraktowany został dosyć rozrywkowo. Poza rozlokowaniem w szkole, było sporo czasu na szaleństwa i przeróżne harce. Dzień zakończyliśmy niespodziewanym poczęstunkiem, po którym Wallson pożegnał wygnał nas do spania jednoznacznym „dobranoc Żbiki i niedźwiedzie”. Piątek zaczął się dla nas wczesną pobudką i śniadaniem, po których przyszedł czas na realizację zadań. Pierwszym z nich było przeprowadzenie zwiadu w pobliskiej wsi i dowiedzenie się jak najwięcej  o szkole (w której przyszło nam biwakować), jej patronie oraz historii okolicy.  Zebrane wiadomości kazano nam przedstawić w ciekawy i niepowtarzalny sposób podczas pierwszego świeczowiska, które zostało zaplanowane na wieczór. Po zwiadzie było trochę czasu na regenerację i ogrzanie się, bo na czas naszego biwaku zimowego wróciły dosyc spore mrozy. Aura sprzyjała nam wyjątkowo bo spadło sporo śniegu, dzięki czemu przed obiadem 9 WDH zorganizowała fajny kulig 😉 Wieczorem przedstawiliśmy nasze „genialne” pomysły na prezentację informacji zdobytych podczas zwiadu. Przyniosły one nam wiedzę o otaczającym nasz terenie oraz duże dawki śmiechu. Ciężko było się nie śmiać z tego co przedstawiły wszystkie z patroli 🙂

Drugą częścią Zadań Biwakowych było przemierzenie trasy , która sprawdzała nasze umiejętności. Nowością tym razem było , że Wallson poszczególnym osobom z patrolów zaaplikował do telefonów z GPS’em programik , który pokazywał trasę jaką przebył patrol. Punktów było siedem , a na każdym z nich wykonywaliśmy różne zadania , od ćwiczeń celności strzałów z wiatrówki , poprzez nadawanie wiadomości morsem , aż do ćwiczeń sprawnościowych u Chmury. Oczywiście punkty były ocenianie. Ostatecznie klasyfikacja ułożyła się w następujący sposób:

I Miejsce – Patrol III Żbiki – 22pkt

II Miejsce – Patrol I Lisy/ Patrol Kukuła 9 WDH – 17pkt

IV Miejsce – Patrol V Niedźwiedzie – 14pkt

V Miejsce – Patrol dh.Karola 9 WDH – 12pkt

 

Biwak Zimowy - 77 MDH & 9WDH
Apel kończący nasz wspólny biwak

Wszystkie zadania były specjalnie przygotowane , abyśmy mogli sprawdzić , w czym jesteśmy nieźli  , co nam idzie bardzo dobrze , a co trzeba poćwiczyć. Na siódmym, ostatnim punkcie mieliśmy szansę spróbować wyśmienitej zupy ugotowanej przez Śliwka i harcerzy zdających na sprawność „Kuchcika”. Nie można pominąć chleba , którego rodzaju nazwę pominę oraz kiełbaski upieczonej na ognisku. Mnóstwo zabawy również dostarczyło karaoke , zorganizowane przez naszego drużynowego. Była to niepowtarzalna szansa , aby wyłonić talenty muzyczne wśród naszych pobratymców z drużyny oraz kolegów z 9 WDH. Spotkaliśmy się z piosenkami znanymi przez znaczną większość harcerzy , jak np. „Kryzysowa Narzeczona” Lady Pank’a. Stanowiło to również okazję do zabawy , tańców i tym podobnych wygłupów. Niedługo potem zebraliśmy się wszyscy na świeczowisku , ostatnim już z resztą w tym Biwaku. Śpiewaliśmy wspólnie piosenki harcerskie , jak i szanty oraz graliśmy w różne pląsy.

Biwak Zimowy - 77 MDH & 9WDH
Nasi mistrzowie patelni

W niedzielę rano , po popisowym numerze w kuchni przez Laskę i Popka , poszliśmy pograć w Kartofla na zasadach piłki nożnej , z brakiem możliwości podbijania piłki. Cały Biwak zakończyliśmy Apelem , na którym zostały przyznane sprawności , zaakceptowane próby na stopnie oraz przyjęte skargi/zażalenia i rzeczy znalezione. Oczywiście cały biwak , tym razem zimowy biwak uważam za jak najbardziej udany i jestem zadowolony , gdyż dawno mi nic tak nie zapadło w pamięć jak to wydarzenie. Nawet piękne zapachy , których narobiliśmy masę potrafiły narobić tego klimatu. Był to biwak inny od wszystkich , jednakże każdy jest inny od wszystkich 🙂 Jako jeden z uczestników tego wydarzenia pragnę podziękować za te cudowne chwile. Wiadomo już , że planujemy kolejne biwaki w tejże miejscowości 🙂

Relację fotograficzną z biwaku można zobaczyć klikając w ten link.

 

03 lut

Satysfakcja z pomocy może być ogromna !

DKMS - 77 Mazowiecka Drużyna Harcerska
77MDH w trakcie rejestracji potencjalnych dawców szpiku. Rzułwik jest dumny ze swojej pracy 😉

Miniona niedzielna pokazała jak wielkie potrafią być serca mieszkańców Żyrardowa.  Dzisiejsza zbiórka była dla nas nietypowa i wyjątkowa zarazem, bo spotkaliśmy się w Centrum Kultury. Okazaliśmy swoją pomoc w akcji znalezienia potencjalnych dawców szpiku dla naszej koleżanki Karoliny, zmagającej się z anemią aplastyczną. My jako harcerze, takiej pomocy odmówić nie mogliśmy. W jednej z sal Centrum Kultury  zorganizowany został sztab, w którym mieszkańcy Żyrardowa i okolic mogli zarejestrować się w bazie dawców szpiku Fundacji DKMS. Wielką radość dali nam wspaniali ludzie, którzy poświecili swój czas i zgłosili się w sztabie z chęcią oddania próbki krwia… a było ich naprawdę wielu. Okazało to, że w Żyrardowie mamy wiele osób, które jeżeli tylko nadarza się okazja, pomagają w sposób bezinteresowny.

DKMS - 77 Mazowiecka Drużyna Harcerska
Zastępowa Zastępu I „Lisy” – pełen profesjonalizm i odpowiedzialność w każdym calu!

Po krótkiej lecz dokładnej instrukcji od Pani Joanny z Fundacji DKMS, podzieleni na dwie grupy i pełni zapału zabraliśmy się do pomocy w rejestracji zgłaszających się osób. Wszyscy poradzili sobie znakomicie w tej trudnej i odpowiedzialnej papierkowej robocie.  Nasi harcerze nie tylko prowadzili rejestrację, osoby pełnoletnie (Mammuty) sami zarejestrowali się w bazie dawców. Mimo dużej ilości chętnych, Panie pielęgniarki zajęły się chętnymi by pobrać od nich próbkę krwi.  Chwilę później wszystkie dokumenty wraz z próbką krwi oddawane były w ręce ostatniej ekipy, która częstowała pysznymi krówkami 🙂 Nie możemy zapomnieć również o harcerzach, którzy zachęcali na mieście do bycia potencjalnym dawcą szpiku. Cała akcja odbyła się od godziny 9.00 do 17.00 Aby lepiej wykorzystać nasz potencjał i sprawniej pracować, zostaliśmy podzieleni na dwie grupy – grupa pierwsza była od godziny 10.00 do 13.30, a druga od 13.30 do 17.00. Myślę, że każdy harcerz włożył w to całe serce i rozumiał zasadność pomagania osobom tak ciężko doświadczonym przez los.

 

DKMS - 77 Mazowiecka Drużyna HarcerskaDzień Dawcy Szpiku w Żyrardowie mamy już za sobą, ale każda chętna osoba, w każdej chwili może się do bazy dawców szpiku wpisać. Wystarczy odwiedzić stronę Fundacji DKMS i wypełnić odpowiedni formularz. Jeżeli ktoś ma jakieś wątpliwości i zastanawia się nad zasadnością takiego kroku, polecamy poczytać relacje osób, które dawcami już zostały. Pamiętajmy, że nasz krok może być przepustką do życia dla chorej osoby, która chce żyć i cieszyć się życiem jak my.

 

W pierwszej ekipie zagościli:

Zastęp I Lisy: Ącka,  Wichura

Zastęp III Żbiki: Laska, Szycha

Zastęp V Niedźwiedzie: Żółwik, Mak Gajwer, Pluton

Zastęp 77 Mamutów: Chmura, Wallson

W drugiej ekipie spotkać można było :

Zastęp I Lisy: Łaguś, Pestka, Bąku

Zastęp III Żbiki: Szycha, Sowa

Zastęp V Niedźwiedzie: Ryba, Rysiek

Zastęp 77 Mamuty: Bzyku, Śliwek

02 lut

Cykl Całym Życiem: Alfred Paczkowski „Wania”

Ankieta Cichociemnego -  77 Mazowiecka Drużyna HarcerskaAlfred Paczkowski był chyba jednym z pierwszych cichociemnych, którego historie przyszło mi poznać.  To od jego osoby rozpoczęła się moja fascynacja II Wojną Światową, a w szczególności cichociemnymi, czyli żołnierzami Polskich Sił Zbrojnych, którzy byli zrzucani na spadochronach do okupowanej Polski. Podczas jednego z pierwszych obozów 77 Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej nad Jeziorem Sośno koło Zbiczna (był to rok chyba 1998 lub 1999) Wodzu przygotował dla nas cykl gawęd poświęconych cichociemnym. Pierwsza gawęda była oczywiście wstępem i w całości została poświęcona wyjaśnieniu kim tak naprawdę byli cichociemni. Kolejne ognisko na tym obozie zostało już poświęcone konkretnej osobie… jednemu z pierwszych który zdecydował się na skok do okupowanej Polski, czyli Alfredowi Paczkowskiemu pseudonim „Wania”. Po powrocie z obozu do domu, Wodzu zarzucił mnie stertą książek, które połykałem w tempie ekspresowym. na pierwszy ogień poszła książka: „Cichociemni. Z Polski do Polski” , jako druga wpadła w moje ręce „Ankieta Cichociemnego” czyli wojenne losy Alfreda Paczkowskiego „Wani”. Po jej przeczytaniu dochodzę do wniosku, że jest to gotowy scenariusz na wspaniały film sensacyjno/wojenny, przy którym „Rambo” , „Szeregowiec Rayan” czy inne wytwory hollywoodzkiego kina to jakaś miernota.

Alfred Paczkowski - 77 Mazowiecka Drużyna Harcerska
Alfred Paczkowski – zdjęcie przedwojenne

Alfred Paczkowski ps. „Wania” urodził się 11 maja 1909 w Prużanach, można powiedzieć, że był chyba największym pechowcem wśród cichociemnych, a jednocześnie – największym szczęściarzem. Przed wojną ukończył Szkołę Podchorążych Sanitarnych w Warszawie, w latach 1938-1939 lekarz 9 Pułku Ułanów Małopolskich w Trembowli. We wrześniu 1939 walczył w szeregach Armii Poznań.

Po ukończeniu pełnego kursu cichociemnych, w nocy z 27 na 28 grudnia 1941 roku „Wania” został zrzucony do Polski. Operacja lotnicza nosiła kryptonim „Jacket” i była trzecią z kolei mającą na celu przerzut cichociemnych do okupowanej Polski. Razem z „Wanią” na pokład bombowca stojącego na podlondyńskim lotnisku weszli rotmistrz Marian Jurecki „Orawa”, kapitan Andrzej Świątkowski „Amurat”, major Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz” (jeden z twórców idei cichociemnych) oraz dwaj kurierzy Delegatury Rządu na Kraj – podporucznik Tadeusz Chciuk „Celt” i kapral Wiktor Strzelecki „Buka”. Samolot typu Halifax miał ich zrzucić między Sochaczewem a Bolimowem, niestety dowódca operacji porucznik nawigator Mariusz Wodzicki popełnił błąd nawigacyjny i zrzut nastąpił w odległości 15 kilometrów na północny – wschód od Sochaczewa w miejscowości Brzozów. Było to miejsce najgorsze z możliwych, bo znajdowało się na terenach włączonych do Rzeszy, zaledwie kilka kilometrów od granicy z Generalną Gubernią. W wyniku tego błędu skoczkowie nie wylądowali na bezpiecznej leśnej polanie, obstawionej, przez żołnierzy AK. Wprost przeciwnie, zostali zrzuceni w otwartym terenie, który ze względu na bliskość granicy był silnie obsadzony przez Niemców i regularnie patrolowany. Lądowanie na terenach Rzeszy zmuszało do przebijania się przez granicę, co było praktycznie było niewykonalne ze względu na bardzo liczne patrole pograniczników. Wkrótce po wylądowaniu skoczkowie natykają się na taki patrol, „Amurat” i „Orawa” otoczeni przez Niemców bronią się do ostatniego naboju, niestety są bez szans i giną w walce.  „Kotwicz”, „Wania”, „Buka” i „Celt” zostali aresztowani przez inny patrol i doprowadzeni na niemiecki posterunek. Strażnicy, którzy ich złapali popełniają błąd który będzie ich kosztować życie… zwyczajnie zapomnieli skoczków zrewidować. Kiedy w wartowni jeden ze strażników podszedł do „Wani” ten bez namysłu uderzył go dłonią w szyję, wyszarpnął swój ukryty pistolet i dwukrotnie wypalił niemal przystawiając Niemcowi lufę do piersi. „Kotwicz” również nie próżnował. Ze swojego pistoletu położył trupem dwóch Niemców. Wartownik przed posterunkiem spanikował, rzucił karabin na ziemię i zaczął uciekać. „Wania” wziął broń do ręki, starannie wycelował i nacisnął spust, ten strzał też był celny. W końcu cała czwórka dociera do Warszawy, aby tu przejść kurs przystosowania do życia w okupowanym kraju.

Jan Piwnik "Ponury" - 77 mazowiecka Drużyna Harcerska
Jan Piwnik „Ponury” – Dowódca szturmu na więzienie w Pińsku.

Po jego zakończeniu „Wania” zostaje wyznaczony dowódcą jednego z odcinków organizacji zbrojnej „Wachlarz”, której zadaniem jest wspieranie partyzantki na terenach na wschód od Warszawy oraz sabotaż niemieckich szlaków komunikacyjnych na front wschodni. Założenia organizacji „Wachlarz” są ambitne, niestety na terenach praktycznie wytrzebionych z ludności polskiej skrajnie nierealne. Do pracy na pięciu odcinkach Wachlarza zostaje skierowanych ponad dwudziestu cichociemnych, którzy mimo świetnego wyszkolenia ponoszą dotkliwe straty. Gestapo nie próżnuje i działalność trzech (z pięciu) odcinków kończy się spektakularną katastrofą i ciężkimi ofiarami. Pod koniec 1942 roku, w czasie jednej z operacji sabotażowych w okolicach Pińska jednocześnie zostaje aresztowanych trzech cichociemnych „Azor” , „Bocian” oraz „Wania”. Na domiar złego „Bocian” ginie niestety w trakcie przesłuchań, zaś „Wania'” i „Azor” zostają poddani brutalnym przesłuchaniom w pińskim więzieniu. Więzienie w Pińsku „Wania” i „Azor” opuszczają w sposób, który do dnia dzisiejszego jest opisywany w podręcznikach dywersji dla oddziałów specjalnych na całym świecie. Z odsieczą przychodzi im specjalnie przygotowany oddział uderzeniowy pod dowództwem cichociemnego Jana Piwnika „Ponurego”. W brawurowy sposób, korzystając ze sprytnych forteli „Ponury” zdobywa więzienie, wyswobadzając tym samym swoich przyjaciół. Akcja zostaje przeprowadzona wzorowo, bez strat własnych, właściwie na oczach całego niemieckiego garnizonu stacjonującego w Pińsku.

Alfred Paczkowski - 77 Mazowiecka Drużyna Harcerska
Alfred Paczkowski – pierwszy od prawej

Po tej niemiłej przygodzie Wania zostaje przemycony do Warszawy, gdzie czeka go leczenie i rehabilitacja złamanej nogi. Po zakończeniu leczenia dostaje nowy przydział, którym jest stanowisko szefa Kedywu Obszaru Białystok, a później dowódcy 84 pułku piechoty w ramach 30 Dywizji Piechoty AK.  30 czerwca 1944 r. pod Mańczakami na Podlasiu stacza potyczkę z regularnymi oddziałami wroga.  Swój oddział prowadzi do ataku przez łany zboża starają się strzelać krótkimi seriami, tak jak został nauczony w czasie szkoleń cichociemnych na Wyspach Brytyjskich. W czasie tej potyczki zostaje ciężko ranny, co skutkuje odesłaniem do Warszawy, gdzie zdążył wykurować się do wybuchu Powstania Warszawskiego. W czasie Powstania – jako ranny – w walkach praktycznie nie uczestniczy. 16 września dowództwo wyznacza go do „nawiązania łączności z Armią Radziecką”. Dwa dni później, w nocy, wsiada do mocno przeciekającej łódki i z kilkoma osobami przeprawia się na drugi brzeg Wisły. Właściwie po wyjściu z łódki zostaje aresztowany, a powrót do kraju zajmie mu blisko 4 lata.

Doktor cichociemny kpt. Alfred Paczkowski w czasie wojny zajęty całkowicie walką o niepodległość, nie wykonał żadnego zabiegu, prawie zapominając o swoim wyuczonym zawodzie. Za to po zakończeniu wojny zajął się leczeniem chorych, pracując jako lekarz w Warszawie, Górze Kalwarii i ordynator oddziału internistycznego w Żyrardowie. Jednocześnie był inwigilowany przez Urząd Bezpieczeństwa, jak większość AK-owców i weteranów Sił Zbrojnych na Zachodzie. Prawdopodobnie z tego powodu po niedługim czasie stracił stanowisko ordynatora. Za wojenne zasługi odznaczony został m.in. Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari i dwukrotnie Krzyżem Walecznych. Zmarł w 1986 roku.