Ubiegłołykendowy biwak pokazał, że drzemią w niektórych harcerzach naszej drużyny ogromne talenty muzyczne i wokalne 🙂 Za gitarę chwyta i wie nawet jak ją trzymać Misiek, Zochan, Żmijka, Góral… oraz kilku Mammutów: Chmura, Małysz, Kanon, Hajdi czy Plejboj. Okiełznać harmonijkę ustną próbuje Rzułwik, zaś Małysz ujawnił pociąg do harmonii marszczonej lub jak kto woli akordeonu. Jako, że pojawiła się taka potrzeba… postanowiłem przygotować dla Was małą niespodziankę w postaci Strefy Muzyki 77MDH , czyli miejsca gdzie można posłuchać piosenki turystycznej , studenckiej czy poezji śpiewanej. W chwili obecnej Strefa Muzyki 77MDH zawiera ponad 100 utworów, które śpiewamy podczas ognisk, lub na rajdowych trasach. Jeżeli ktoś ma jakieś pomysły lub życzenia dotyczące dodania konkretnych utworów, proszę zostawić w komentarzu pod tym wpisem tytuł utworu i jego wykonawcę a ja postaram się coś pokombinować.
Obsługa playera w Strefie Muzyki jest banalnie prosta 😉 Start, stop, przerzucanie o jeden utwór do tyłu i do przodu… można tez wybrać utwór bezpośrednio z playlisty. Ważnym prztyczkiem jest umiejscowiony pod playerem guzik „Open Window” – uruchamia on player w osobnym okienku, dzięki czemu można surfować po internecie z naszą Strefą Muzyki płynącą z głośników. Zapraszam do korzystania 😉 Najłatwiejszy dostęp do Strefy Muzyki jest przez menu na stronie głównej… wystarczy kliknąć Niezbędnik 77MDH a następnie wybrać Strefę Muzyki.
Niewątpliwie czuć, że mamy wakacje i nasi harcerze rozjechali się na wypoczynek, bo frekwencja nie była w czasie RINO oszałamiająca. Na starcie stawiło się 13 osób wyposażonych w jednośladowe maszyny. Ci którzy nie byli z nami na RINO i na biwaku niech żałują, bo zabawa była przednia… a i przygód oczywiście nie brakowało. Niska frekwencja spowodowała, że RINO stało się zwyczajną rowerową wycieczką. Wystartowaliśmy nieśpiesznie sprzed magazynu drużyny obierając kurs na południowy- zachód, po drodze wykonując dwa zadania które były fragmentem RINO. Etap pierwszy naszej eskapady zakończyliśmy we wsi Olszówka, gdzie okrutnie zmęczeni posililiśmy się lodami śmietankowymi 🙂 Tu peleton dopędził Wallson, który organizował RINO i na rowerze miał nie jechać.
Etap 2 RINO: Olszówka - Św.Anka (14KM)
Drugi etap zmuszeni byliśmy zaraz po wznowieniu wstrzymać, bo Grajowi posłuszeństwa odmówił stalowy rumak 😉 Tylne koło w rowerze Graja stało się od spodu dosyć plaskate, nie było więc innego wyjścia jak wezwać wóz techniczny. Wóz techniczny w postaci Kanona powożącego Niblunem zjawił się bardzo szybko, dowiózł nowy rower… mogliśmy wiec ruszać dalej. Jadąc polami okiem rzuciliśmy na naszą „lokalną saharę”, która jest dziełem kopalni kruszywa Budokrusz, a następnie ruszyliśmy bocznymi dróżkami w kierunku Mszczonowa. We Mszczonowie wjechaliśmy na Trakt Tarczyński, wzdłuż którego całkiem niedawno zbudowano komfortową ścieżkę rowerową. Traktem dotarliśmy aż nad jeziorko w lesie za Mszczowem, znane jako św.Anka
Etap 3 RINO: Św.Anka - Radziejowice (10KM)
Trzeci etap rozpoczęliśmy zabawą dla hardkorów a następnie małym błądzeniem. Hardkorem był Żmijas, który rozpędzał swój bolid do prędkości kosmicznych, po czym z impetem przejeżdżał przez małą rzeczkę – polecam zobaczyć to na filmie! Jadąc dalej nagle skończyła nam się droga (choć mapa przekonywała inaczej), musieliśmy więc zawrócić. Piękne krajobrazy które przywitały nas w okolicach Grzegorzewic zmusiły nas do krótkiego postoju, który spożytkowaliśmy na dziabnięcie po małej kanapeczce. Lasami, łąkami, polami wzdłuż pięknych stawów grzegorzewickich dotarliśmy do Radziejowic, gdzie dzielni młodzi kolarze rozpoczęli okupację wiejskiego sklepu 😉 Lodzik śmietankowy, cola, czipsiki… tak wyglądał nasz wypoczynek.
Etap 4 RINO: Radziejowice - Rancho Pioruna (8KM)
Lekko już poddarci, umorusani i z odgniecionymi tyłkami rozpoczęliśmy ostatni etap naszej podróży. Z Radziejowic przez Nowe Budy i Budy Michałowskie popedałowaliśmy w kierunku posiadłości Pioruna 😉 Szczególną uwagę mijanych osób wzbudzał Żmija któremu posłuszeństwa odmówiło siodełko, więc korzystał z rowerowego bagażnika. Jadąc w ten sposób wyglądał przekomicznie… jak kierowca jakiegoś zdezelowanego harleya 🙂 Około godziny 18:00 po przejechaniu blisko 50KM dotarliśmy na miejsce naszego biwaku. Mimo zmęczenia musieliśmy się zabrać za przygotowanie miejsca i rozbicie namiotu. Przebrani w suche ciuchy… tym razem już harcerskie a nie rowerowe siedliśmy do ogniska. Śpiewogranie układało się nam jakoś wyjątkowo dobrze, bo spać położyliśmy się już gdy było dosyć widno. Na biwaku odwiedził nas Muzyk oraz Hajdi… tu szacunek dla niego, bo po niedawnym wypadku nie jest w najlepszej kondycji. Przy ogniu nie zabrakło oczywiście naszego gospodarza, czyli Pioruna 🙂 Mamy nadzieję, że przypomniały mu się stare dobre czasy i będzie w ogniskach drużyny uczestniczył częściej. Rano jak to na biwaku pobudka była raczej ciężka. Z błogiego snu wyrwaliśmy się dopiero około godziny 9:00 … niestety było to zbyt późno, żeby spakować graty i zdążyć do domu przed deszczem. W połowie drogi do Korytowa (okolice Bieganowa) dopadła nas ogromna ulewa z gradem. Chwilę próbowaliśmy ją przeczekać pod mostem kolejowym, ale daliśmy spokój i całkowicie mokrzy ruszyliśmy dalej. Harcerz jest pogodny przecież 😉
Garść obrazów, fotograficznych wspomnień z ostatniej drogi Naszego Kochanego Drużynowego – phm Roberta Komonia. Wspominajcie ciepło tego Wspaniałego Człowieka, bo ile Go znamy… pewnie by nie chciał, żeby się smucić po jego odejściu. Po prostu postarajcie się pozostawić świat po sobie choć odrobinę lepszym od tego który zastaliście.
no images were found
W imieniu całej 77 Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego chciałbym podziękować autorowi powyższych zdjęć – Pawłowi Świątkowi. Paweł… jesteśmy Ci ogromnie wdzięczni, pamiętaj, że możesz liczyć na pomoc naszej drużyny.
77 Mazowiecka Drużyna Harcerska zawsze przypominała legendarnych trzech muszkieterów, gdzie „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Z naszym Ukochanym Drużynowym byliśmy do samego końca… nie mogło być inaczej, bo tak nas nauczył. Mamy nadzieję, że pożegnaliśmy Wodza godnie, że nie musiał się wstydzić patrząc na nas z góry. Piorun z jasnego nieba nie uderzył, obłoki się nie rozstąpiły i nikt nas od patałachów nie nawyzywał (jak to miał w zwyczaju) więc chyba daliśmy radę. A staraliśmy się dla Niego ze wszystkich sił.
Pogrzeb zgromadził tysiące bliskich, przyjaciół, harcerzy, znajomych… co jest chyba miarą wielkości phm Roberta Komonia. W imieniu całej drużyny dziękujemy wszystkim harcerzom którzy zostawili swoje codzienne obowiązki aby uczestniczyć w ostatniej drodze Naszego Drużynowego. Dzięki Wam, dzięki Waszej obecności w godny sposób pożegnaliśmy Wielkiego Człowieka.
Jako drużyna pragniemy też rozwiać wszelkie obawy… nie przestaniemy działać! Będziemy kontynuowali i pielęgnowali dzieło phm Roberta Komonia „Wodza”. Prawdopodobnie najlepsza drużyna między Lisboną a Ułan-Bator niebawem pokaże lwi pazur.