Wakacje dobiegają końca, pora więc pomyśleć o rozpoczęciu nowego roku harcerskiego. Nowy harcerski rok (2019-2020) rozpoczniemy zbiórką drużyny już w najbliższy weekend. W niedzielę 1 września spotkamy się na ognisku drużyny, aby uczcić 80-tą rocznicę wybuchu II Wojny Światowej.
Spotykamy się w niedzielę 1 września o godzinie 18:00 przed harcówką drużyny na Chrobotach.
II wojna światowa – największa wojna światowa w historii, trwająca od 1 września 1939 do 2 września 1945 (w Europie do 8/9 maja 1945). Jej teatr działań wojennych objął prawie całą Europę, wschodnią i południowo-wschodnią Azję, północną Afrykę, część Bliskiego Wschodu i wszystkie oceany. Niektóre epizody wojny rozgrywały się nawet w Arktyce i Ameryce Północnej. Poza większością państw europejskich i ich koloniami, brały w niej udział państwa Ameryki Północnej i Ameryki Południowej oraz Azji. Za datę rozpoczęcia wojny przyjmuje się 1 września 1939 roku – agresję Niemiec na Polskę. Polska w czasie II Wojny światowej straciła bliska 6 milionów obywateli, co stanowiło około 17% społeczeństwa. Procentowo była to największa strata jednego państwa w czasie działań wojennych (nawet główni agresorzy – Niemcy czyRosja stracili procentowo mniej ludności niż Polska).
Skauting nie jest wymyślony dla waszej uciechy, ale wiele wymaga. Nie zabierajcie się do skautingu dlatego tylko, że się wam podoba, lecz aby wprawiać się do służby dla swojego kraju. Wtedy posiądziecie ducha patriotyzmu, który każdy chłopiec winien posiadać, jeśli ma być godzien spożywania chleba.
Robert Baden-Powell
77 Mazowiecka Drużyna Harcerska w poczcie sztandarowym Hufca ZHP Żyrardów
Tak jak to powiedział Naczelny Skaut Świata, skauting to nie tylko harce i zabawy w harcówce czy na świeżym powietrzu, nadrzędnym elementem naszej pracy harcerskiej powinna być służba. Na zabawę zwykle znajdzie się odpowiedni czas i miejsce, ale nie możemy zapominać, co jest motywem przewodnim skautingu i harcerstwa zarazem. Na potwierdzenie tych słów, można tu przytoczyć kolejną myśl Bi-Pi: „Skauting jest wielką grą uprawianą przez przyjaciół w służbie”.
Przełom sierpnia i września to czas wzmożonej pracy. Podsumowujemy obozy, pracujemy nad rozpoczęciem nowego roku harcerskiego, przygotowujemy w szkołach nabory do naszych drużyn. Jednocześnie nie możemy zapomnieć o służbie krajowi i oddaniu odpowiedniej czci, tym którzy poświęcili się dla naszej ojczyzny. W ciągu zaledwie kilku dni, hufcowy poczet sztandarowy bierze udział w kilku uroczystościach, okazując tym samym swój patriotyzm, solidarność i pamięć.
77Mazowiecka Drużyna Harcerska ze swoim pierwszym powojennym drużynowym
30 sierpnia z okazji dnia Wolności i Solidarności przedstawiciele prawie wszystkich żyrardowskich drużyn harcerskich wzięli udział w uroczystym apelu zorganizowanym na żyrardowskim skwerze NSZZ Solidarność. Dzień ten to rocznica podpisania porozumień sierpniowych, ustanowiona w celu upamiętnienia historycznego zrywu Polaków do wolności i niepodległości z 1980 roku, który zapoczątkował proces upadku komunizmu i wyzwolenia narodów Europy Środkowej i Wschodniej. W imieniu hufca kwiaty pod pomnikiem złożyła dh komendantka naszego hufca – hm Beata Marzęda Przybysz. Zaś zaledwie dwa dni później (1 września) spotkaliśmy się na żyrardowskim cmentarzu, aby uczestniczyć w obchodach 74 rocznicy wybuchu II Wojny Światowej (wydarzenia, które pochłonęło życie 5,5 miliona Polaków i zaważyło na kolejnych 50 latach historii naszego kraju). Przed kaplicą cmentarną odprawiona została uroczysta msza w której wzięli udział kombatanci, przedstawiciele władz miejskich, mieszkańcy Żyrardowa oraz oczywiście harcerze z Hufca ZHP Żyrardów. Po mszy przeszliśmy pod pomnik ofiar roku 1939 i 1944, gdzie wszystkie delegacje (w tym nasza hufcowa) złożyły kwiaty i wieńce.
Alfred Paczkowski był chyba jednym z pierwszych cichociemnych, którego historie przyszło mi poznać. To od jego osoby rozpoczęła się moja fascynacja II Wojną Światową, a w szczególności cichociemnymi, czyli żołnierzami Polskich Sił Zbrojnych, którzy byli zrzucani na spadochronach do okupowanej Polski. Podczas jednego z pierwszych obozów 77 Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej nad Jeziorem Sośno koło Zbiczna (był to rok chyba 1998 lub 1999) Wodzu przygotował dla nas cykl gawęd poświęconych cichociemnym. Pierwsza gawęda była oczywiście wstępem i w całości została poświęcona wyjaśnieniu kim tak naprawdę byli cichociemni. Kolejne ognisko na tym obozie zostało już poświęcone konkretnej osobie… jednemu z pierwszych który zdecydował się na skok do okupowanej Polski, czyli Alfredowi Paczkowskiemu pseudonim „Wania”. Po powrocie z obozu do domu, Wodzu zarzucił mnie stertą książek, które połykałem w tempie ekspresowym. na pierwszy ogień poszła książka: „Cichociemni. Z Polski do Polski” , jako druga wpadła w moje ręce „Ankieta Cichociemnego” czyli wojenne losy Alfreda Paczkowskiego „Wani”. Po jej przeczytaniu dochodzę do wniosku, że jest to gotowy scenariusz na wspaniały film sensacyjno/wojenny, przy którym „Rambo” , „Szeregowiec Rayan” czy inne wytwory hollywoodzkiego kina to jakaś miernota.
Alfred Paczkowski – zdjęcie przedwojenne
Alfred Paczkowski ps. „Wania” urodził się 11 maja 1909 w Prużanach, można powiedzieć, że był chyba największym pechowcem wśród cichociemnych, a jednocześnie – największym szczęściarzem. Przed wojną ukończył Szkołę Podchorążych Sanitarnych w Warszawie, w latach 1938-1939 lekarz 9 Pułku Ułanów Małopolskich w Trembowli. We wrześniu 1939 walczył w szeregach Armii Poznań.
Po ukończeniu pełnego kursu cichociemnych, w nocy z 27 na 28 grudnia 1941 roku „Wania” został zrzucony do Polski. Operacja lotnicza nosiła kryptonim „Jacket” i była trzecią z kolei mającą na celu przerzut cichociemnych do okupowanej Polski. Razem z „Wanią” na pokład bombowca stojącego na podlondyńskim lotnisku weszli rotmistrz Marian Jurecki „Orawa”, kapitan Andrzej Świątkowski „Amurat”, major Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz” (jeden z twórców idei cichociemnych) oraz dwaj kurierzy Delegatury Rządu na Kraj – podporucznik Tadeusz Chciuk „Celt” i kapral Wiktor Strzelecki „Buka”. Samolot typu Halifax miał ich zrzucić między Sochaczewem a Bolimowem, niestety dowódca operacji porucznik nawigator Mariusz Wodzicki popełnił błąd nawigacyjny i zrzut nastąpił w odległości 15 kilometrów na północny – wschód od Sochaczewa w miejscowości Brzozów. Było to miejsce najgorsze z możliwych, bo znajdowało się na terenach włączonych do Rzeszy, zaledwie kilka kilometrów od granicy z Generalną Gubernią. W wyniku tego błędu skoczkowie nie wylądowali na bezpiecznej leśnej polanie, obstawionej, przez żołnierzy AK. Wprost przeciwnie, zostali zrzuceni w otwartym terenie, który ze względu na bliskość granicy był silnie obsadzony przez Niemców i regularnie patrolowany. Lądowanie na terenach Rzeszy zmuszało do przebijania się przez granicę, co było praktycznie było niewykonalne ze względu na bardzo liczne patrole pograniczników. Wkrótce po wylądowaniu skoczkowie natykają się na taki patrol, „Amurat” i „Orawa” otoczeni przez Niemców bronią się do ostatniego naboju, niestety są bez szans i giną w walce. „Kotwicz”, „Wania”, „Buka” i „Celt” zostali aresztowani przez inny patrol i doprowadzeni na niemiecki posterunek. Strażnicy, którzy ich złapali popełniają błąd który będzie ich kosztować życie… zwyczajnie zapomnieli skoczków zrewidować. Kiedy w wartowni jeden ze strażników podszedł do „Wani” ten bez namysłu uderzył go dłonią w szyję, wyszarpnął swój ukryty pistolet i dwukrotnie wypalił niemal przystawiając Niemcowi lufę do piersi. „Kotwicz” również nie próżnował. Ze swojego pistoletu położył trupem dwóch Niemców. Wartownik przed posterunkiem spanikował, rzucił karabin na ziemię i zaczął uciekać. „Wania” wziął broń do ręki, starannie wycelował i nacisnął spust, ten strzał też był celny. W końcu cała czwórka dociera do Warszawy, aby tu przejść kurs przystosowania do życia w okupowanym kraju.
Jan Piwnik „Ponury” – Dowódca szturmu na więzienie w Pińsku.
Po jego zakończeniu „Wania” zostaje wyznaczony dowódcą jednego z odcinków organizacji zbrojnej „Wachlarz”, której zadaniem jest wspieranie partyzantki na terenach na wschód od Warszawy oraz sabotaż niemieckich szlaków komunikacyjnych na front wschodni. Założenia organizacji „Wachlarz” są ambitne, niestety na terenach praktycznie wytrzebionych z ludności polskiej skrajnie nierealne. Do pracy na pięciu odcinkach Wachlarza zostaje skierowanych ponad dwudziestu cichociemnych, którzy mimo świetnego wyszkolenia ponoszą dotkliwe straty. Gestapo nie próżnuje i działalność trzech (z pięciu) odcinków kończy się spektakularną katastrofą i ciężkimi ofiarami. Pod koniec 1942 roku, w czasie jednej z operacji sabotażowych w okolicach Pińska jednocześnie zostaje aresztowanych trzech cichociemnych „Azor” , „Bocian” oraz „Wania”. Na domiar złego „Bocian” ginie niestety w trakcie przesłuchań, zaś „Wania'” i „Azor” zostają poddani brutalnym przesłuchaniom w pińskim więzieniu. Więzienie w Pińsku „Wania” i „Azor” opuszczają w sposób, który do dnia dzisiejszego jest opisywany w podręcznikach dywersji dla oddziałów specjalnych na całym świecie. Z odsieczą przychodzi im specjalnie przygotowany oddział uderzeniowy pod dowództwem cichociemnego Jana Piwnika „Ponurego”. W brawurowy sposób, korzystając ze sprytnych forteli „Ponury” zdobywa więzienie, wyswobadzając tym samym swoich przyjaciół. Akcja zostaje przeprowadzona wzorowo, bez strat własnych, właściwie na oczach całego niemieckiego garnizonu stacjonującego w Pińsku.
Alfred Paczkowski – pierwszy od prawej
Po tej niemiłej przygodzie Wania zostaje przemycony do Warszawy, gdzie czeka go leczenie i rehabilitacja złamanej nogi. Po zakończeniu leczenia dostaje nowy przydział, którym jest stanowisko szefa Kedywu Obszaru Białystok, a później dowódcy 84 pułku piechoty w ramach 30 Dywizji Piechoty AK. 30 czerwca 1944 r. pod Mańczakami na Podlasiu stacza potyczkę z regularnymi oddziałami wroga. Swój oddział prowadzi do ataku przez łany zboża starają się strzelać krótkimi seriami, tak jak został nauczony w czasie szkoleń cichociemnych na Wyspach Brytyjskich. W czasie tej potyczki zostaje ciężko ranny, co skutkuje odesłaniem do Warszawy, gdzie zdążył wykurować się do wybuchu Powstania Warszawskiego. W czasie Powstania – jako ranny – w walkach praktycznie nie uczestniczy. 16 września dowództwo wyznacza go do „nawiązania łączności z Armią Radziecką”. Dwa dni później, w nocy, wsiada do mocno przeciekającej łódki i z kilkoma osobami przeprawia się na drugi brzeg Wisły. Właściwie po wyjściu z łódki zostaje aresztowany, a powrót do kraju zajmie mu blisko 4 lata.
Doktor cichociemny kpt. Alfred Paczkowski w czasie wojny zajęty całkowicie walką o niepodległość, nie wykonał żadnego zabiegu, prawie zapominając o swoim wyuczonym zawodzie. Za to po zakończeniu wojny zajął się leczeniem chorych, pracując jako lekarz w Warszawie, Górze Kalwarii i ordynator oddziału internistycznego w Żyrardowie. Jednocześnie był inwigilowany przez Urząd Bezpieczeństwa, jak większość AK-owców i weteranów Sił Zbrojnych na Zachodzie. Prawdopodobnie z tego powodu po niedługim czasie stracił stanowisko ordynatora. Za wojenne zasługi odznaczony został m.in. Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari i dwukrotnie Krzyżem Walecznych. Zmarł w 1986 roku.