Tag: komoń

07 kwi

Urodziny Wodza

56 lat temu (07.04.1966) w Żyrardowie przyszedł na świat phm Robert Komoń ps. „Wodzu” , „Kobos” , „Robson”, człowiek którego wielkość czy charyzmę ciężko jest opisać i ubrać w słowa. Takie osoby jak On… to wybitne jednostki, które trafiają się jeszcze rzadziej niż czterolistna koniczyna na łące. Każda osoba, której udało się u jego boku spędzić choć trochę „harcerskiego życia”, może uważać się za ogromnego szczęściarza. Był ogromnym miłośnikiem harcowania w lesie, pasjonatem puszczaństwa i wielkim fanem swojego imiennika Roberta Baden Powella. To na nim się wzorował i jego pomysły przenosił na grunt naszej drużyny.

phm Robert Komoń „Wodzu” powoli staje się legendą, a nasi harcerze słuchają ogniskowych gawęd o nim, tak samo jak my kiedyś słuchaliśmy gawęd Wodza o Powstaniu Warszawskim. Przez 11 lat od śmierci Wodza, skład naszej drużyny wymienił się praktycznie całkowicie, i właściwie tylko Mammuty mogą jeszcze powspominać i przytoczyć historie związane z Wodzem. Wszystko to staje się coraz bardziej odległe… ale my oczywiście zadbamy, aby pamięć o Nim nie zaginęła. Już niedługo kolejny Harcerski Rajd Radziejewski… czyli impreza poświęcona pamięci phm Roberta Komonia.

no images were found

 

 

07 kwi

Urodziny Wodza

Gdyby żył miałby dziś 49 lat – phm Robert Komoń „Wodzu”, wieloletni drużynowy naszej drużyny. Naprawdę ciężko w kilku zdaniach streścić jakim był człowiekiem, jak wielką był osobowością… nie będziemy nawet próbowali tego robić. Jak zwykle, w dniu Jego urodzin przypomnimy naszą ostatnią wspólną imprezę urodzinową, to chyba najlepszy sposób, aby się zorientować jaką pozytywną i nietuzinkową postacią phm Robert Komoń „Wodzu” był. Garść naszych wspomnień o „Wodzu” znajdziecie dziś na naszych drużynowym fejsbuku.

02 lis

Warta Honorowa…

77 Mazowiecka Drużyna HarcerskaCzas biegnie i zwolnić nie chce… w takie dni jak Święto Zmarłych, w szczególny sposób zaczynamy sobie zdawać sprawę z przemijania. Każdy z nas staje się coraz starszy, na mundurze w tempie ekspresowym zaczyna nam przybywać zielno-czarnych kostek przynależności. Jeszcze niedawno marzyło się, żeby mieć pierwsze dwie, z podziwem patrzyło na Wodza, których miał ich dwa rządki, teraz samemu ma się ich tyle, że ciężko policzyć.

Warta honorowa przy grobach żołnierzy, czy zasłużonych harcerzy, to zwyczaj który pielęgnujemy właściwie od zawsze. Jak tylko sięgnę pamięcią, 1 listopada, kiedy zaczynał zapadać zmrok, ubrani w mundury, z naciągniętymi na ramię pałatkami, ruszaliśmy na cmentarz aby oddać hołd tym którzy odeszli z tego świata. Od trzech lat przygotowujemy warty i swoje siły skupiamy głównie przy grobie naszego wspaniałego drużynowego phm Roberta Komonia, w tym roku doszło zaś jeszcze jedno miejsce. Pod koniec listopada ubiegłego roku na wieczną wartę odszedł chyba najbardziej zasłużony żyrardowski harcerz, nasz mentor i były (nieoficjalny) drużynowy hm Henryk Godlewski. Dlatego też naszych harcerzy nie mogło zabraknąć również przy Jego grobie.

no images were found

27 paź

W cichym śnie spocznij już…

Zbliża się 1 listopada, dzień w którym odwiedzimy swoje rodzinne groby, ale również będziemy wspominać najbliższych nam harcerzy którzy odeszli niestety na wieczną wartę, hen daleko gdzieś na połoniny niebieskie. Jak co roku (około godziny 16:00) honorowa warta stanie przy grobie nieodżałowanego drużynowego 77MDH phm. Roberta „Wodza” Komonia, równolegle nasi harcerze podejmą wartę przy grobie hm. Henryka Godlewskiego „Godlesia”.

hm Henryk "Godleś" Godlewski
hm Henryk „Godleś” Godlewski

Blisko rok temu odszedł od nas hm. Henryk Godlewski, chyba najbardziej zasłużony instruktor Hufca ZHP Żyrardów, pionier harcerstwa na terenie Żyrardowa. Hm Henryk „Godleś” Godlewski był osobą szczególnie ważną dla 77 Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej, gdyż to za jego sprawą w roku 1984 została reaktywowana historyczna, przedwojenna żyrardowska drużyna – 77 MDH. To na jego wsparcie po reaktywacji mógł liczyć nowy drużynowy naszej drużyny – phm Witold Urbański, a następnie phm Robert „Wodzu” Komoń. Godleś był dla wszystkich zasłużonych harcerzy 77MDH ikoną przedwojennego harcerstwa, mentorem, harcerskim wzorem do naśladowania. Mimo różnych represji władz komunistycznych, zawsze wpajał w swoich harcerzy przedwojenne wzorce, a harcerze którzy za sprawą hm Henryka Godlewskiego składali przyrzeczenie harcerskie, zawsze przyrzekali „całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce” a nie „pracować dla dobra Ojczyzny i sprawy socjalizmu”. Życie „Godlesia” nie było usłane różami, na początku lat 50tych XX wieku, za swoją działalność w strukturach harcerskich został skazany na dwa lata więzienia, które zostały zamienione na dwa lata ciężkich robót w kopalni. W ostatnich latach nie udzielał się w życiu harcerskim, jak to mówił „pozostawiając pole do popisu dla młodych instruktorów”, zawsze można było jednak liczyć na jego wsparcie czy wielkie doświadczenie harcerskie.Garść wspomnień hm Henryka „Godlesia” Godlewskiego o 77MDH i przedwojennym harcerstwie udało się zarejestrować kamerą w lutym 2012 roku podczas przemiłej wizyty przy kawie i herbacie w Jego domu.

.

.

Robert Komoń "Wodzu" - 77 Mazowiecka Drużyna HarcerskaKto znał „Wodza” – jak mówili o Nim Jego harcerze lub „Kobosa” czy „Robsona” jak do Niego zwracali się starzy kumple, instruktorzy Jego pokolenia, ten wie, że był prawdziwym skautem. Do współczesnego harcerstwa odnosił się z dystansem– uważał je za zbyt zbiurokratyzowane, odległe formą od prawdziwego skautingu, którego ideom był całkowicie oddany. Jego idolem był bowiem założyciel skautingu Robert Baden-Powell, którego śladami wiecznie podążał.

Jego żywiołem był las. Zabierał swoich harcerzy na obcowanie z naturą w oryginalnym, skautowym wydaniu – uczył młodzież sztuki przetrwania w leśnych ostępach, z nadzieją, że zawsze będą sobie umieli poradzić w trudnych warunkach. Organizował obozy, biwaki, rajdy, złazy, manewry, gry terenowe, biegi patrolowe. Był bardzo wymagający, dbał o dyscyplinę. „Nowym” przychodzącym do drużyny stawiał wysoko poprzeczkę. Nie wszyscy byli w stanie przejść tę próbę, ale Ci którym się udało zostali w drużynie ponad 20 lat. Sam granatowy sznur 77MDH nosił bardzo długo… 27 lat to szmat czasu, podczas którego poświęcił naprawdę wiele czasu i energii, aby być dobrym drużynowym. Wszystko układało się świetnie, aż do momentu kiedy zupełnie niespodziewanie został przerwany Jego niesamowity życiorys. Ci z harcerzy 77MDH którzy pamiętają „Wodza” nigdy chyba nie uwierzą w jego odejście… ot Jego kolejny żart, z których był znany. Człowiek którego życie stanowiło 1/3 historii harcerstwa wydawał nam się przecież niezniszczalny.