Biwak Wiosenny 77MDH
Post from RICOH THETA. – Spherical Image – RICOH THETA
Za nami kolejny Biwak Wiosenny 77MDH… kolejna dawka niezapomnianych chwil i wrażeń ;). Za każdym razem wracamy do tego miejsca z wielką radością i przyjemnością. Od jakiegoś czasu staramy się jeździć do Młodzieszyna dwa razy w roku, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni.
24 marca (piątek) zebraliśmy się wszyscy na parkingu przed Lidlem. Przed zapakowaniem się do aut i odbyciem meldunku odbyło się krótkie zebranie rodziców odnośnie obozu. Niedługo później usłyszeliśmy okrzyk Chmury, który oznaczał zbiórkę w szeregu :). Zastępowi zameldowali swoje zastępy, następnie po krótkiej pogawędce wsiedliśmy do aut i wyruszyliśmy w drogę. Dotarliśmy na miejsce po około 40 minutach i zaczęliśmy wnosić nasze rzeczy do środka. Mammuty pojechały odwiedzić Panią Ule, dyrektorkę szkoły do której zawsze przyjeżdżaliśmy. Mieliśmy czas na zorganizowanie kolacji, pouczenia się wybranych przez nas piosenek i wspólną zabawę. Około 21.00 zjedliśmy wspólnie kolację i rozpoczęliśmy przygotowywanie się do ogniska. Nad naszymi głowami lśniły gwiazdy, a my wspólnie przy ognisku śpiewaliśmy piosenki, rozmawialiśmy i rozmyślaliśmy co przyniesie kolejny dzień.
Pooobudka! Godzina 7 rano, a my już na równych nogach. Poranna toaleta i zasiedliśmy do śniadanka. Trzeba było dobrze się najeść, bo czekała na nas długa wyprawa w nieznane :D. Po śniadaniu odbył się apel, na którym dowiedzieliśmy się co nas czeka tego dnia. Cały ten wyjazd poświęcony był terenoznawstwu oraz zdobyciu odznaki ,,Róża wiatrów”. Dlatego też w sobotę odbyła się trasa przygotowująca nas do zaliczenia biegu, pozwalającego uzyskać właśnie tę harcerską odznakę. Podzielono nas na mniejsze patrole, wręczono mapy i prowiant. Każdy patrol wyruszył na trasę o ustalonej godzinie. Czekało na nas 5 punktów całkiem daleko oddalonych od siebie. Pierwszy z punktów był u Małysza. Nauczył nas on wszystkich oznaczeń na mapie, które pozwalają nam określić co znajduje się w danym terenie. Kolejny z punktów jaki na nas czekał był punkt u Chmury. Tak samo jak ważne jest znanie i posługiwanie się mapą, tak ważne jest umiejętne posługiwanie się busolą. Na tym punkcie właśnie to szkoliliśmy. Chmura opowiedział nam jak poprawnie posługiwać się busolą i w jaki sposób wyznaczać azymuty. Po tym szkoleniu czekał na nas krótki bieg, który mieliśmy zrobić bardzo dokładnie.
Gdy to wykonaliśmy pomaszerowaliśmy dalej. Trzeci z punktów u Playboya polegał na narysowaniu przez nas mapy okolicy w której się znajdujemy, tak by była ona czytelna i zrozumiała. Choć pogoda się później nieco pogorszyła zostały jeszcze 2 punkty do zaliczenia. Kolejny z nich u Wallego, na którym to przypomnieliśmy sobie jak określać kierunki świata za pomocą: drzew, mchu, gwiazd i innych czynników naturalnych. Jak już wiadomo musztry nigdy za dużo, mamy sporo nowych osób dla których szkolenie z niej się bardzo przyda. Bzyku o to zadbała i nam je przeprowadziła :). Po zaliczeniu wszystkich pięciu punktów czekał na nas cel wyprawy, znana nam już ,,Górka Łosiowa”. Tam odpoczęliśmy i zjedliśmy przepyszne danie, o nazwie ,,Paw”. Makaron z mięsem mielonym, marchewką, sosem i ulubionymi pieczarkami Małego. Zaraz, zaraz, ale te wszystkie menażki ktoś musi pozmywać. Tak więc padła propozycja zagrania w Marynarza. Walka toczyła się o umycie wszystkich menażek i ogromnego brudnego gara. Myjąc to musiała osobą na, którą ,,wypadło”, ale również osoba przed i za. Ogarnęły nas wielkie emocje, gdy Chmura zaczął wyliczanie. 82, 83, 84…. 85! Mamy zwycięzców, brudne gary przypadły mi, Moherowi oraz Igle :D. To była bardzo emocjonująca gra. Rozeszliśmy się potem dookoła ogniska, chwilę postaliśmy, zrobiliśmy pamiątkowe fotki i wróciliśmy do remizy. Jazda w Lublinie to także lubiana atrakcja. Dojechaliśmy na miejsce i już niedługo miał dla nas wystąpić zespół ,,Córas&Papas”! Tak więc ułożyliśmy się wygodnie i czekaliśmy na wykonawców. Mogliśmy sobie wypocząć przy dźwiękach wspaniałej muzyki. Kolejnym miłym akcentem wieczoru był słodki glut, czyli bomba cukrowa. Kisiel z kawałkami bakalii, skórek pomarańczy, herbatników, czekolady i wiele, wiele więcej. Dzień uczciliśmy tradycyjnie ogniskiem na którym podzieliliśmy się wrażeniami dotyczącymi minionego dnia. Jak się okazało niektórzy postanowili sobie trasę nieco urozmaicić, niektórzy nawet ruszyli na pomoc Obamie ;). Siedzieliśmy przy ogniu śmiejąc się, grając, opowiadając i śpiewając. Tak nam minął główny dzień wyjazdu.
Niedziela, czyli czas sprawdzenia swoich umiejętności. Mycie, śniadanie i sprawdzian praktyczny. Każdy z nas musiał samodzielnie pokonać trasę z pięcioma punktami z mapy i pięcioma odmierzanymi busolą. Był to pierwszy krok, który zbliżał nas do upragnionej odznaki. Pogoda tego dnia była naprawdę sprzyjająca więc bieg był również przyjemnością :). Po powrocie wszystkich na metę została jeszcze część teoretyczna, 19 pytań dotyczących terenoznawstwa. Oddaliśmy karteczki i zaczęliśmy pakowanie i sprzątanie remizy. Gdy wszystko już było ogarnięte przyszła pora na apel podsumowujący biwak. Chmura zwołał nas i już wszystko było jasne. Prawie wszyscy przebiegli bieg dobrze. Pojawiły się też wielkie zaskoczenia. Na miejscu 1 pojawił się Domino! Był to jego pierwszy biwak i pierwszy bieg na orientację. Ogromnie mu gratulujemy. Właściwie większość osób nowych znalazła się na bardzo wysokim miejscu i prześcignęła tych nieco bardziej ,,doświadczonych”. Pochłonęła nas ogromna euforia, wystąpiliśmy i odebraliśmy swoją wyczekiwaną odznakę ,,Róży Wiatrów” :). Biwak skończył się dla nas naprawdę bardzo miło. Jak zwykle szkoda było nam odjeżdżać i opuszczać nasz ,,drugi dom”. Na szczęście wiemy, że wrócimy do niego jak najszybciej się da, by znów tak wspaniale spędzić czas.
Na biwaku byli: Chmura, Wallson, Bzyku, Małysz, Śliwek, Playboy, Wilku, Ałycza, Wichura, Grucha, Szycha, Luby, Hustlik, Grożen, Haski, Wizjer, Wąski, Dudek, Szóstka, Moher, Beza, Igła, Rogu, Huragan, Sir, Mały, Domino


Sobota , czyli najbardziej wyczekiwany i pracowity dzień. Wczesna pobudka to coś czego nam brakowało 🙂 Zbiórka przed pokojami i przygotowanie się do porannej gimnastyki poprowadzonej przez Wilka i Wichurę. Poranne pląsy i śniadanie dały nam energię na resztę dnia. Potem odbył się apel i dowiedzieliśmy się , że wyruszamy na trasę. Wręczono każdemu zastępowi mapę i niedługo potem wyruszyła pierwsza ekipa. Pogoda w tym dniu była dość sprzyjająca. Na trasie znajdowały się zaszyfrowane listy i szkoleniowe punkty. Pierwszy z punktów był na temat musztry. Małysz przypomniał nam i nauczył nowe osoby kilku podstawowych komend , które często będziemy
spotykać w naszym harcerskim życiu. Na przykład zwroty i wystąpienia. Drugi punkt dotyczył przypomnienia sobie ważnych wydarzeń z początków scoutingu i harcerstwa , które warto znać. Na trzecim punkcie omówiliśmy znane nam sposoby określenia północy i południa , za pomocą różnych naturalnych znaków takich jak na przykład mech czy słońce. Myślę , że te 3 punkty z pewnością przydadzą się osobą będącym od krótszego czasu w drużynie , jak i zarówno tym którzy są dłużej i , którym się trochę zapomniało 😉 Koniec trasy znajdował się na tak zwanej ,, Górze Łosiowej” na którą każdy zastęp doszedł bez większego problemu. Tam mieliśmy za zadanie przygotować ognisko i kuchnie polową. Zjedliśmy pyszną zupkę i odpoczęliśmy w świetnych okolicznościach przyrody. Czekała potem również na nas bitwa w paintball’owa! To była super zabawa polegająca na przechwyceniu flagi zanim to zrobi przeciwna drużyna. Spędziliśmy na tej górze jeszcze trochę czasu i pomału zebraliśmy się z powrotem do szkoły. Lekko zmęczeni , ale szczęśliwi :). Jeszcze tego dnia po skończonej trasie zespół ,, Córas & Papas” zagrali dla nas swój prywatny koncert. Potem odbyła się kolacja , a niedługo potem zaczęliśmy przygotowywać się do ogniska. Na szczęście tym razem trwało o no dłużej , wspólnie w gronie pośpiewaliśmy i porozmawialiśmy o minionym dniu i pracy , która nas czeka w przyszłym czasie. Już prawie na koniec dnia Zastęp II wraz z Zastępem I przygotował grę w stylu kalambur tyle , że do odgadnięcia były ksywki harcerzy z naszej drużyny :). Potem już tylko odpoczynek , oglądanie filmów i sen.
Niedziela , ostatni dzień wyjazdu. Pobudka około 8.00 , śniadanko na którym dowiedzieliśmy się dzięki wyliczance kto dostanie 12 mmm’sów , a kto będzie musiał myć gary po zupie i ziemniakach ;). Następnie odbyło się tradycyjne INO na terenie szkoły. Pogoda była taka świetna , że nikt nie chciał wracać do domu. Woleliśmy powygrzewać się na ławce na słoneczku. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy… Spakowaliśmy swoje rzeczy , ubraliśmy się w mundury odbył się apel i ze smutkiem pomału rozeszliśmy się do aut. Ten biwak bardzo nam się podobał i z niecierpliwością będziemy czekać na następny tak samo udany.
