Świetlany krzyż harcerski
Bierzecie do ręki krzyż harcerski i jakoś odruchowo nucicie sobie w myślach „ … by zdobyć szczyt ideałów, świetlany harcerski krzyż”. Też tak macie?
Zdobycie upragnionego krzyża harcerskiego, to chyba cel i marzenie każdego młodego harcerza oraz harcerki. Pamiętam, że kiedy ponad 20 lat temu trafiłem w szeregi 77 Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej, z niekłamaną zazdrością patrzyłem na mundury starszych kolegów, na których piersiach błyszczał harcerski krzyż. Mi zdobycie krzyża zajęło wtedy niecałe trzy lata, co jak na tamtejsze realia panujące w drużynie było wynikiem bardzo dobrym, wręcz ekspresowym. Teraz ścieżka dotarcia krzyża harcerskiego w naszej drużynie uległa całkowitej zmianie (chyba na lepsze), ale o tym za chwilę.
W pierwszym numerze czasopisma „Skaut” z 15 października 1911 roku Andrzej Małkowski ogłosił konkurs „na polską odznakę skautową”, a w odpowiedzi na ten konkurs nadesłano 84 prace (wśród nich znalazł się projekt, który opracował ks. Kazimierz Lutosławski). Co ciekawe opis tego projektu, zajął w konkursie dopiero 3 miejsce, a specjalnej komisji żadna z prac nie wydała się na tyle interesująca, by od razu wprowadzić ją do użytku. Dopiero pod koniec 1912 roku Naczelna Komenda Skautowa wyznaczyła do dalszych prac nad projektem ks. Kazimierza Lutosławskiego z zespołem. Pierwsze odznaki wręczono prawdopodobnie już we wrześniu 1913 roku na zakończenie kursu instruktorskiego zorganizowanego przez Naczelną Komendę Skautową na Dynasach. Ostatecznie Krzyż Harcerski został zatwierdzony podczas konferencji zjednoczeniowej ZHP w dniach 1–2 listopada 1918 jako odznaka polskiego harcerstwa.
Krzyż Harcerski charakteryzuje się bogatą symboliką, którą przed przyrzeczeniem warto poznać:
Krąg – symbol doskonałości, do jakiej dąży harcerska rodzina. Niektórzy twierdzą, że jest to też symbol harcerskiego kręgu, w którym wszyscy są równi i panują braterskie relacje. Inni dodają, że to oznaka ogromnej woli tworzenia kręgu, z którego promieniować będzie prawość myśli, słów i czynów.
Lilijka – symbol czystości (zobacz też: lilia), nawiązujący też do wskazującej drogę igły kompasu.
Promienie – biegnące od lilijki oznaczają dążenie harcerstwa do promieniowania na cały świat wartościami, radością, dobrem. Oznaczają one także wszechstronność rozwoju harcerskiego.
Węzeł – na wieńcu, jak węzeł na chuście ma przypominać o obowiązku wypełnienia przynajmniej jednego dobrego uczynku dziennie. Są takie środowiska, w których wolno rozwiązać chustę (a więc rozebrać się i pójść na spoczynek) dopiero po spełnieniu dobrego uczynku. Symbolizuje on również węzeł przyjaźni harcerzy.
Pół-wieniec z liści dębowych – liście dębowe od dawien dawna symbolizują męstwo i odwagę. Wieniec z liści dębowych mieli prawo nosić tylko ludzie władający ogromną siłą – ducha, mięśni, czy magii. Cechy te: męstwo i dzielność, powinny być również udziałem każdego harcerza.
Pół-wieniec z liści lauru – liście laurowe (wawrzynowe) są symbolem zwycięstwa. Wieniec z liści laurowych nosili autorzy największych wiktorii, rzymscy cesarze. Dla harcerza liście laurowe oznaczają zwycięstwo nad własnymi słabościami.
Ziarenka piasku – ramiona krzyża harcerskiego wypełnione są ziarenkami piasku, które symbolizują liczną rodzinę harcerską; (Ile ziarenek piasku na plaży, ile gwiazd na niebie, tylu harcerzy na świecie). Inna interpretacja mówi, że są to nierówności symbolizujące kamienie na drodze życia, perły dobrych uczynków, trudy i znoje, radości i smutki jakie harcerz spotyka na swojej drodze życia.
Puste miejsce – pomiędzy ziarenkami piasku pozostawione jest miejsce, które symbolizuje, że jest jeszcze miejsce dla nowych harcerzy.
Ramię lilijki wskazujące północ – igła w kompasie harcerza.
Hasło „Czuwaj” – tradycyjne pozdrowienie harcerskie, które przypomina harcerzowi, że powinien być zawsze gotowy do służby Bogu i Polsce oraz czujny.
Ramiona – cztery strony świata.
Dwie gwiazdki na lilijce – Prawo i Przyrzeczenie Harcerskie, bądź czujne oczy skauta.
Trzy żołędzie na liściach dębowych – trzy Rozbiory Polski.
Dwie oliwki na liściach laurowych – dwie wojny światowe.
A jak to wygląda u nas? Jak wygląda droga do złożenia przyrzeczenia harcerskiego i otrzymanie krzyża wygląda w 77 Mazowieckiej Drużynie Harcerskiej. Przede wszystkim wychodzimy z założenia, że Krzyż Harcerski to nie jest jakiś tam przypadkowy znaczek, który każdy bez wyjątku musi obligatoryjnie dostać. W naszym przekonaniu „szczyt ideałów należy” się tym którzy mają świadomość wartości Krzyża Harcerskiego i są gotowi na jego przyjęcie (zarówno od strony mentalnej, jak i merytorycznej). Mamy dwa warunki, które trzeba spełnić, aby być dopuszczonym w naszej drużynie do złożenia przyrzeczenia harcerskiego:
- po pierwsze stopień młodzika / ochotniczki
- zdobycie zestawu 5 sprawności: ognik, sobieradek, obserwator, łazik, higienista
Spełnienie tych dwóch wymagań jest dla nas wyznacznikiem, że młoda osoba marząca o Krzyżu Harcerskim wypełniła minimum mentalne i merytoryczne, aby być prawdziwym harcerzem, który w życiu kieruje się prawem i przyrzeczeniem harcerskim. Zdajemy sobie sprawę, że nasz system może nie jest idealny… ale póki co od kilku lat doskonale się sprawdza. Warto wspomnieć, że każde przyrzeczenie harcerskie i krzyż harcerski przypięty na piersi harcerza naszej drużyny, to dla nas olbrzymie święto! Jest to moment do którego bardzo się przygotowujemy i dbamy, aby każde z tych świątecznych chwil miało wyjątkową oprawę, którą harcerz zapamięta do końca życia 🙂
Tekst: pwd Marcin Gmurek :wallson” HR




I znów to się stało ! W weekend (18 – 20.11) ponowie odwiedziliśmy nasz ukochany Młodzieszyn. Niestety w trochę innym lokum niż zawsze. Poprzez trudne warunki uniemożliwiające przebywanie w szkole, tym razem osiedliliśmy się w remizie strażackiej :). Co nie znaczy, że się nam nie podobało! Udało nam się zrobić naprawdę dużo ciekawych rzeczy. Spotkaliśmy się w piątek o godz. 18.00, odbyliśmy meldunek i wyruszyliśmy na kolejną wspaniałą przygodę. Po około 40 minutach byliśmy już na miejscu, zabraliśmy swoje rzeczy i z niecierpliwością weszliśmy do środka remizy. Potem się wypakowaliśmy, Mammuty pojechały do Pani Uli (dawnej dyrektorki szkoły), a my urządziliśmy sobie wspólnie gry i zabawy. Następnie gdy wróciły zjedliśmy kolację. Jakiś czas później odbyło się ognisko na którym pośpiewaliśmy, pośmialiśmy się, porozmawialiśmy i po prostu pobyliśmy ze sobą :). Bardzo nam tego brakowało. Potem już tylko odpoczynek i sen. Tak nam minął piątek.
Pooobudka! Nie ma co się obijać, nastał nowy dzień :). Na dobry początek taneczna rozgrzewka i śniadanko. Chwila na ogarnięcie się i apel poranny. Na którym dowiedzieliśmy się jakie dwa zadania na nas czekają. Przed południem zwiad polegający na nauczeniu się lokalnych, tradycyjnych piosenek od mieszkańców Starych Bud. W zamian za nauczenie musieliśmy spróbować wykonać jakiś dobry uczynek, pomóc i zostawić po sobie miły ślad. Zastępy wróciły z tego zwiadu naprawdę szczęśliwe i zadowolone. Tego dnia czekała na nas także Impreza na orientacje! Po podanych azymutach i czasie w jakim wyruszamy wybiegaliśmy na 14 punktowy bieg z busolą. Bieg ten był dość trudny pod względem fizycznym, ale mimo tego i kiepskiej pogody wypadł naprawdę dobrze. Wróciliśmy z niego zmęczeni, zjedliśmy przepyszny krupnik w wykonaniu Śliwka, a potem mieliśmy czas na odpoczynek przy muzyczce. W związku z zbliżającym się dużymi krokami Przeglądu Piosenki Harcerskiej ,, Struna ”, którego jesteśmy organizatorami w sobotę odbyły się także próby muzyczne. Każdy Zastęp uczył się i śpiewał piosenki, które na nim zaprezentuje. Ćwiczyliśmy długo i wytrwale by było jak najlepiej. Wieczorkiem jeszcze odbyła
się tradycyjnie kolacja oraz wszyscy razem oglądaliśmy na naszym rzutniku filmiki z Obozu 2016 śmiejąc się przy tym i komentując.Na koniec tym razem odbyło się świeczowisko, gdzie prezentowaliśmy piosenki których nauczyliśmy się na zwiadzie. Trzeba przyznać, że niektóre były dosyć interesujące ;). Opowiadaliśmy także jakie nam się w czasie tego zadania przytrafiły historie. Jeszcze chwilę porozmawialiśmy i położyliśmy się spać. Sen nie trwał zbyt długo, ale cóż to by był za wyjazd bez nocnego alarmu! Obudzeni około 2 w nocy szybko ubraliśmy się w mundury i zameldowaliśmy. Oczywiście alarmy nocne nie dzieją się bez powodu. Tej nocy wręczono każdemu z zastępów mapy, które prowadziły do miejsca zrzutu. Każdy zastęp wyruszył o określonym czasie, a mapy doprowadziły nas do pięknie oświetlonego cmentarza żołnierzy poległych w Bitwie pod Bzurą w 1939 roku. Mammuty opowiedziały nam krótko jego historię. Gdy już mieliśmy wracać z powrotem do remizy Chmura zawołał : ,, Zbiórka na ognisko !” i wszystko było jasne. Tej nocy w tym wyjątkowym miejscu Gustlik i Grążel złożyli przyrzeczenie harcerskie i otrzymali krzyż harcerski. To była naprawdę piękna chwila. Złożyliśmy im gratulację i Lublinem wróciliśmy do remizy. Już można było spać :).
To niewiarygodne , za nami trzeci już obóz w Szklanej Hucie. Za nami 11 dni harcerskiego doskonalenia się i wypoczynku. Wydaje mi się , że prawie wszyscy, a na pewno większość wykorzystała ten czas w 100 procentach. Większość harcerzy 77MDH zdobyła kolejne stopnie harcerskie, a także zaliczyła naprawdę dużo nowych sprawności. Czworo harcerzy: Luby , Ossa , Gwiazda , Drwal osiągnęło szczyt ideałów i otrzymało krzyż harcerski. Łącznie na obóz pojechało nas 30 osób… część była na swoim pierwszym obozie, lecz byli i tacy co na obozie byli już po raz 5 (Mammutom liczyć obozów nie będziemy, bo to trudne) 🙂 Gdy wyruszyliśmy wszyscy zaczęli się zastanawiać… jak obóz będzie wyglądał w tym roku, ale tego nie wiedział nikt. Wspominaliśmy jak było w tamtym roku i nie mogliśmy się doczekać kolejnej harcerskiej przygody. Na miejsce dotarliśmy późna nocą , tak więc szybko położyliśmy się spać , by mieć energie do pracy kolejnego dnia .
Jak to bywa pierwszego ranka ciężko było się wyskoczyć ze śpiworka i w gotowości stanąć przed namiotami , ale jakoś się nam udało ;). Od razu po przebudzeniu i gimnastyce wzięliśmy się do pracy. Zaczęliśmy ogarniać namioty , sprzątać plac apelowy , robić zeribę oraz budować bramę . Zajęło nam to praktycznie cały dzień. Robiliśmy to po to , by przez cały obóz mieć godne warunki i móc cieszyć się tym miejscem. Dzień zakończyliśmy świeczowiskiem.
Drugiego dnia kończyliśmy jeszcze pracę , które nam zostały. Trudno jest sobie przypomnieć co robiliśmy każdego dnia i o każdej porze , ale jedno jest pewne – nigdy się nie nudziliśmy 🙂 Codziennie rano pracowaliśmy nad swoją kondycją. Biegaliśmy i ćwiczyliśmy (czasami dance’owaliśmy) , by z dnia na dzień stawać się coraz bardziej sprawnymi. Kiedy tylko pojawiała się jakaś wolna chwila zaliczaliśmy podstawowe sprawności , jak również te hobbystyczne dopasowane pod każdego z nas. Co to byłby za obóz jakby nie było chociaż jednego INO! Poszło nam ono naprawdę dobrze. Odwiedziliśmy także Białogórę , gdzie spędziliśmy naprawdę fajnych kilka godzin. Trudno było nie zahaczyć chociaż o malutkiego lodzika ;). Jeden z dni był dość cichy… . Odbyła się wtedy naprawdę ciężka próba – próba milczenia. Po
porannym apelu zabrzmiał gwizd i nastała cisza. Każdy chciał wytrzymać w milczeniu jak najdłużej co w rezultacie udało się tylko Drwalowi. Miłą niespodzianką była dla nas wizyta Pana , który opowiedział nam ciekawą historie związaną z Tajnym Niewidzialnym Hufcem Harcerzy. Tajny Niewidzialny Hufiec Harcerzy działał w Gdyni w roku 1939. Wspólnie obejrzeliśmy także projekcje filmu pt. ,, Powstanie Warszawskie ”. Wywarł on na nas duże wrażenie. Jednym z fajniejszych momentów na tym obozie był konkurs ,, Mam anty-Talent” Wszyscy zaprezentowali na nim swój talent , pasję. Były naprawdę niezwykłe talenty począwszy od występów tanecznych i wokalnych do pokazów karate i sztuczek magicznych. Zdarzały się także talenty nietypowe jak: dotknięcie stopą pachy , nietypowe robienie pompek , bieg z ciężarem , piosenka na 6 rąk , a nawet przytulanie. Przez ten konkurs poznaliśmy bardziej
zainteresowania innych. W piątek wybraliśmy się na spływ kajakami. Dobraliśmy się w pary i płynęliśmy 7km do morza
Nie zapominajmy także o ,,Magic Tua Tua” !!! To niesamowite, że zwykły niebieski toi toi może stać się niezwykłym miejscem do występów muzycznych takich zespołów jak Córas and Papas! Każdy dzień kończyliśmy ogniskiem pod pięknym drzewem ,, Bonzai ”. Ogniska te były podsumowaniem dnia , chwilą wyciszenia w wspólnym gronie. Mammuty opowiadały nam wspaniałe historie z wcześniejszych lat , a my z ciekawością się wsłuchiwaliśmy. Ogniska w naszej drużynie to coś wyjątkowego. Mimo , że na tym obozie pogoda nie zawsze dopisywała , zawsze potrafiliśmy znaleźć sobie zajęcie. Bardziej się ze sobą zintegrowaliśmy . Spędzaliśmy czas na wspólnej zabawie , przez co często zdarzały się śmieszne sytuacje. Apel kończący , ta radość , gdy dowiedzieliśmy się , że mamy swoje upragnione stopnie. Później już tylko pakowanko i do autokaru. Z wielkim żalem opuszczaliśmy to miejsce, spokojnie moglibyśmy zostać tam jeszcze co najmniej 2 miesiące ;). Lecz trzeba było wracać do domu. Wszyscy mamy nadzieje , że odwiedzimy jeszcze Szklaną Hutę i spędzimy kolejny tak świetny obóz.