Tag: robert

22 cze

Wspomnienie

Robert Komoń "Wodzu" - 77 Mazowiecka Drużyna HarcerskaKto znał „Starego” , „Wodza” – jak mówili o Nim Jego harcerze lub „Kobosa” czy „Robsona” jak do Niego zwracali się starzy kumple, instruktorzy Jego pokolenia, ten wie, że był prawdziwym skautem. Do współczesnego harcerstwa odnosił się – uważał je za zbyt zbiurokratyzowane, odległe formą od prawdziwego skautingu, którego ideom był całkowicie oddany. Jego idolem był bowiem założyciel skautingu Robert Baden-Powell, którego śladami wiecznie podążał.

Jego żywiołem był las. Zabierał swoich harcerzy na obcowanie z naturą w oryginalnym, skautowym wydaniu – uczył młodzież sztuki przetrwania w leśnych ostępach, z nadzieją, że zawsze będą sobie umieli poradzić w trudnych warunkach. Organizował obozy, biwaki, rajdy, złazy, manewry, gry terenowe, biegi patrolowe. Był bardzo wymagający, dbał o dyscyplinę. „Nowym” przychodzącym do drużyny stawiał wysoko poprzeczkę. Nie wszyscy byli w stanie przejść tę próbę, ale Ci którym się udało zostali w drużynie ponad 20 lat. Tak więc dla niektórych był wzorem, szefem, „starym” i kompanem od najmłodszych lat.

Był dobrym kumplem, gotowym dla przyjaźni do wielu wyrzeczeń. Oprócz rywalizacji, którą toczyliśmy będąc drużynowymi, byliśmy przyjaciółmi. Był bardzo pomysłowy i optymistycznie nastawiony do życia. Jego specyficzne poczucie humoru, choć nie zawsze dobrze odbierane przez otoczenie, było dobrze rozumiane przez bliskich i przyjaciół. Był dowcipny i cenił życie z dużą dozą szaleństwa i zabawy. To On wykreował „Śpiega” – moje harcerskie przezwisko uzywane w kręgach harcerskich i nie tylko.

Kiedy zostałam Komendantką Hufca podjęliśmy bliską współpracę. Został moja prawą ręką. Wielokrotnie odbywaliśmy narady w moim mieszkaniu. Podczas swojej służby jako Zastępca Komendanta likwidował naszą bazę harcerskiej Akcji Letniej w Dębówku – ulubione miejsce obozowania żyrardowskich harcerzy, pamiętające jeszcze również jego ojca – Aleksandra, który także był instruktorem ZHP, aktywnym do ostatnich chwil swojego życia, wyjeżdżającym z młodzieżą na obozy harcerskie. Kobos zamykał więc sprawy formalno-prawne związane z zakończeniem funkcjonowania Dębówka jako stałej stanicy obozowania Hufca Żyrardów.

Przestała brzmieć radosna piosenka „Do Dębówka dziś jedziemy, do Dębówka pod namioty…” czy „Zielony Mundur” , przestała brzmieć gitara „Wodza”, energicznie wydawane komendy zostaną już tylko w pamięci…

17 czerwca 2011 roku odszedł na wieczna wartę podharcmistrz ROBERT KOMOŃ, drużynowy 77 Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego przez 27 lat, odznaczony Krzyżem Zasługi dla ZHP i odznaką Przyjaciel Dziecka. Będzie nam Ciebie brakowało Robercie, „Wodzu” , „Kobosie”. Niegdyś Ty pełniłeś warty honorowe, teraz warty będą stały przy Tobie. CZUWAJ DRUHU!

 

 

Hm Beata Marzęda-Przybysz
Komendantka Hufca ZHP Żyrardów
im. Harcerzy Młodego Lasu

28 gru

Cykl Całym Życiem: Robert Baden Powell

Parę dni temu na naszej stronie internetowej pojawiła się sylwetka Naczelnika Brytyjskiej Organizacji Skautowej i „Naczelnego Survivalowca Telewizyjnego” Bear Grylls’a. Po opublikowaniu tego artykułu narodził się pomysł, żeby przygotować cykl artykułów biograficznych o najważniejszych postaciach scoutingu oraz harcerstwa.  Dodatkowym uzupełnieniem będą Polscy patrioci o których my harcerze powinniśmy wiedzieć więcej niż przeciętny obywatel. Artykuły będą publikował w różnych odstępach czasu… najczęściej jednak jeden na tydzień. Nie będę oryginalny, bo na otwarcie cyklu wybrałem postać znaną, oczywistą… od której może rzecz, że wszystko się zaczęło. Kto to taki??? Oczywiście Lord Robert Stephenson Smyth Baden-Powell.

 

77 Mazowiecka Drużyna Harcerska - Robert Baden-PowellDzieciństwo:
Urodził się w Paddington, dzielnicy Londynu w Wielkiej Brytanii 22 lutego 1857 roku. Jego rodzina mieszkała w domu o adresie 6 Stanhope Street (obecnie 11 Stanhope Terrace). Był synem duchownego anglikańskiego i profesora geometrii na Uniwersytecie Oksfordzkim Badena Powella oraz wnuczki admirała Horacego Nelsona, Henrietty Grace Smyth. Para ta zawarła małżeństwo 10 Marca 1846 w kościele St Luke’s w Chelsea. Z ich związku urodziło się 10 dzieci: Warington (początek 1847), George (koniec 1847), Augustus (1849), Francis (1850), Robert (1857), Agnes (1858) oraz Baden (1860).  Ojciec Roberta zmarł niestety w 1860 roku, rodzeństwo było dalej wychowywane przez matkę, silną kobietę która przywiązywała dużą wagę do wychowywania dzieci. Niedługo potem opiekę wychowawczą nad Robertem przejmuje dziadek, admirał Smyth. To właśnie dziadek odkrywa przed Robertem Hyde Park, czyli największy kompleks leśny w Londynie. Tam Robert uczy się rysowania map, tropienia zwierząt, podpatrywania przyrody. To tam także stary admirał opowiada wnukowi o Indianach, wielkich przygodach i zwycięskich bitwach. W 1865 roku dziadek umiera. Teraz Ste sam prowadzi swoje eskapady poza domem, najchętniej do slamsów Londynu, gdzie z ciekawością obserwuje 'inne’ życie, pełne bólu, biedy i nędzy. Gdy Robert (zwany przez rodzinę Ste) miał dziewięć lat, matka posłała go do krewnych, do siedziby rodowej ojca w hrabstwie Kent, aby tam zgodnie ze zwyczajem Baden-Powellów, uczył się czytać, pisać i liczyć w sąsiednim probostwie. U młodego Roberta ujawniło się wiele talentów… muzyczny (grał na skrzypcach i pianinie), aktorski oraz żeglarski. Ten ostatni talent został wykorzystany podczas wakacji, kiedy to Robert przyłączył się do swych trzech starszych braci, Franka (1850–1931), George’a (1847–1898) i Warringtona (1847–1921). Razem odbyli podróż łodzią do letniego domu Baden-Powellów w pobliżu Llandogo nad rzeką Wye, 250 kilometrów na północny zachód od Londynu. Rok później, w 1867 bracia nabyli kuter rybacki, którym po wyremontowaniu pływali wzdłuż wybrzeża. Nie wystarczyło im to i Warrington zakupił żaglowiec „Koh-i-noor”, nadający się do dłuższych rejsów.  Mimo, iż Robert ma dopiero 10 lat, a najstarszy z braci jest o 10 lat starszy od niego, to on wyznacza trasę wędrówki. Na wyremontowanym jachcie 'Koh-i-noor’ bracia Baden-Powell startują w regatach odnosząc kilka zwycięstw. I chociaż bardzo się starają, w najważniejszym starcie w Yarmouth przegrywają, bo przed metą pęka maszt. Mały Ste wraz z braćmi reperuje go i dopływa na trzecim miejscu. To jego zasługa. To właśnie mały Robert w momencie katastrofy, gdy bracia chcieli zrezygnować podnosi ich na duchu, zagrzewa do walki.