Po upalnej sobocie nastała piękna, majowa niedziela… taka w sam raz na zbiórkę rowerową. Jak co roku, w tym okresie nasza drużyna wybrała się na zwiad do Lasu Radziejewskiego, by wspólnie przejechać trasę rozpoczynającego się już niedługo Harcerskiego Rajdu Radziejewskiego 🙂
Miejsce zbiórki było początkowo dla wielu sporą zagadką 😉 Według postu opublikowanego na naszym drużynowym fejsbuku, spotkać mieliśmy się dokładnie w miejscu zbiórki rowerowej 77MDH sprzed około 30 lat 🙂 Pomocą miało być czarno-białe zdjęcie, które prezentujemy obok. Chwilę po godz. 14.00, gdy zjawili się już wszyscy jeźdźcy ze swoimi dwukołowymi rumakami, wyruszyliśmy na kolejną przygodę. Mimo lekkiego wiaterku pogoda w tym dniu nam bardzo sprzyjała. Do Lasu Radziejewskiego dotarliśmy dosyć sprawnie i bez większych przeszkód, a prawdziwa zabawa zaczęła się chwilę potem :D. Dobrze było zobaczyć z powrotem nasz ukochany las i miejsce rajdowe, wróciły wspomnienia z tych cudownych trzech dni sprzed roku, spędzonych w gronie harcerskich przyjaciół.
Od miejsca naszego rajdowego obozowiska obraliśmy azymut w mało uczęszczane rejony Lasu Radziejewskiego, odwiedzając kolejno zaplanowane punkty na trasie. Po ujechaniu około 5 kilometrów ,,wpadliśmy w niezłe szambo” 😀 Musieliśmy przedrzeć się przez kilkaset metrów solidnego błota. Niektórzy… tak jak Bzyku szczególnie nad tym ucierpieli i wyglądali jakby zafundowali sobie błotną kąpiel, ew. jak „Jozin z Bazin” :D. Gdy wyjechaliśmy na równą powierzchnię przyszła pora jeszcze na pamiątkowe foty i po woli zaczęliśmy wracać w stronę Żyrardowa. Trzeba przyznać, że ta zbiórka dostarczyła nam wielu fantastycznych wrażeń. Świetnie spędziliśmy czas i aktywnie przeżyliśmy niedzielne popołudnie.
Na zbiórce byli: Chmura, Wally, Bzyku, Małysz, Ałycza, Bojka, Luby, Grożę, Gustlik, Huragan, Puchacz, Sir
Jako że staramy się być bardzo aktywni… grzechem byłoby nie wykorzystać pięknej sobotniej pogody na zorganizowanie zbiórki rowerowej. Spotkaliśmy się o 13 pod szkołą nr. 4 i popedałowaliśmy w stronę Korytowa po resztę załogi. Kiedy wszyscy byliśmy jużw komplecie ruszyliśmy na zwiedzanie naszego zawsze niesamowitego dla nas Lasu Radziejewskiego.
Mijane przez nas widoki przypominały nam większości czas ubiegłorocznego rajdu, a nawet i inne zbiórki bądź biwaki. Las Radziejewski to dla naszej drużyny miejsce magiczne, w którym spędziliśmy mnóstwo czasu, warto czasem zatrzymać się na chwilę i powspominać. Czas jednak nie zawsze na to pozwala ale powinniśmy, bo takie rzeczy nie powinny być zapomniane , a zwłaszcza z tak niesamowitymi ludźmi, którzy tworzą całe harcerstwo. Trasa naszej wycieczki nie należała do najłatwiejszych, ale nawet najmłodsza w naszym gronie Wichura ją w 100% pokonała. Nie obyło się bez małych kolizji… „Czarodziej Andrzej” czyli Laska, potrafi zdziałać cuda ze swoim rowerem! Ale mimo to i tak zabawa była wyśmienita.
Chmura dzielący ciastem urodzinowym
U celu naszej wycieczki, na miejscu biwakowym Harcerskiego Rajdu Radziejewskiego, czekała na nas reszta ekipy (Bzyku, Śliwek, Pestka, Bąku) z niespodzianką urodzinową dla naszego Drużynowego. Chmurę zaskoczyliśmy wspaniały ciastem ze świeczkami oraz równie wspaniałym album fotograficznym, który podsumowywał blisko dwa lata jego pracy z drużyną. Czas leciał szybko po obejrzeniu prezentu usiedliśmy wokół ogniska, by zjeść kiełbaski i delektować się ciastem.W drodze powrotnej wstąpiliśmy na lody i rozjechaliśmy się do domów na spokojnie spędzić resztę weekendu.
Niewątpliwie czuć, że mamy wakacje i nasi harcerze rozjechali się na wypoczynek, bo frekwencja nie była w czasie RINO oszałamiająca. Na starcie stawiło się 13 osób wyposażonych w jednośladowe maszyny. Ci którzy nie byli z nami na RINO i na biwaku niech żałują, bo zabawa była przednia… a i przygód oczywiście nie brakowało. Niska frekwencja spowodowała, że RINO stało się zwyczajną rowerową wycieczką. Wystartowaliśmy nieśpiesznie sprzed magazynu drużyny obierając kurs na południowy- zachód, po drodze wykonując dwa zadania które były fragmentem RINO. Etap pierwszy naszej eskapady zakończyliśmy we wsi Olszówka, gdzie okrutnie zmęczeni posililiśmy się lodami śmietankowymi 🙂 Tu peleton dopędził Wallson, który organizował RINO i na rowerze miał nie jechać.
Etap 2 RINO: Olszówka - Św.Anka (14KM)
Drugi etap zmuszeni byliśmy zaraz po wznowieniu wstrzymać, bo Grajowi posłuszeństwa odmówił stalowy rumak 😉 Tylne koło w rowerze Graja stało się od spodu dosyć plaskate, nie było więc innego wyjścia jak wezwać wóz techniczny. Wóz techniczny w postaci Kanona powożącego Niblunem zjawił się bardzo szybko, dowiózł nowy rower… mogliśmy wiec ruszać dalej. Jadąc polami okiem rzuciliśmy na naszą „lokalną saharę”, która jest dziełem kopalni kruszywa Budokrusz, a następnie ruszyliśmy bocznymi dróżkami w kierunku Mszczonowa. We Mszczonowie wjechaliśmy na Trakt Tarczyński, wzdłuż którego całkiem niedawno zbudowano komfortową ścieżkę rowerową. Traktem dotarliśmy aż nad jeziorko w lesie za Mszczowem, znane jako św.Anka
Etap 3 RINO: Św.Anka - Radziejowice (10KM)
Trzeci etap rozpoczęliśmy zabawą dla hardkorów a następnie małym błądzeniem. Hardkorem był Żmijas, który rozpędzał swój bolid do prędkości kosmicznych, po czym z impetem przejeżdżał przez małą rzeczkę – polecam zobaczyć to na filmie! Jadąc dalej nagle skończyła nam się droga (choć mapa przekonywała inaczej), musieliśmy więc zawrócić. Piękne krajobrazy które przywitały nas w okolicach Grzegorzewic zmusiły nas do krótkiego postoju, który spożytkowaliśmy na dziabnięcie po małej kanapeczce. Lasami, łąkami, polami wzdłuż pięknych stawów grzegorzewickich dotarliśmy do Radziejowic, gdzie dzielni młodzi kolarze rozpoczęli okupację wiejskiego sklepu 😉 Lodzik śmietankowy, cola, czipsiki… tak wyglądał nasz wypoczynek.
Etap 4 RINO: Radziejowice - Rancho Pioruna (8KM)
Lekko już poddarci, umorusani i z odgniecionymi tyłkami rozpoczęliśmy ostatni etap naszej podróży. Z Radziejowic przez Nowe Budy i Budy Michałowskie popedałowaliśmy w kierunku posiadłości Pioruna 😉 Szczególną uwagę mijanych osób wzbudzał Żmija któremu posłuszeństwa odmówiło siodełko, więc korzystał z rowerowego bagażnika. Jadąc w ten sposób wyglądał przekomicznie… jak kierowca jakiegoś zdezelowanego harleya 🙂 Około godziny 18:00 po przejechaniu blisko 50KM dotarliśmy na miejsce naszego biwaku. Mimo zmęczenia musieliśmy się zabrać za przygotowanie miejsca i rozbicie namiotu. Przebrani w suche ciuchy… tym razem już harcerskie a nie rowerowe siedliśmy do ogniska. Śpiewogranie układało się nam jakoś wyjątkowo dobrze, bo spać położyliśmy się już gdy było dosyć widno. Na biwaku odwiedził nas Muzyk oraz Hajdi… tu szacunek dla niego, bo po niedawnym wypadku nie jest w najlepszej kondycji. Przy ogniu nie zabrakło oczywiście naszego gospodarza, czyli Pioruna 🙂 Mamy nadzieję, że przypomniały mu się stare dobre czasy i będzie w ogniskach drużyny uczestniczył częściej. Rano jak to na biwaku pobudka była raczej ciężka. Z błogiego snu wyrwaliśmy się dopiero około godziny 9:00 … niestety było to zbyt późno, żeby spakować graty i zdążyć do domu przed deszczem. W połowie drogi do Korytowa (okolice Bieganowa) dopadła nas ogromna ulewa z gradem. Chwilę próbowaliśmy ją przeczekać pod mostem kolejowym, ale daliśmy spokój i całkowicie mokrzy ruszyliśmy dalej. Harcerz jest pogodny przecież 😉