Tag: wspomnienia

15 gru

90 lat 77 Mazowieckiej DH

Robert Baden-Powell mówił „Tyle do zrobienia, a tak mało czasu„.
Zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale czas pędzi jak szalony i zwolnić nie chce.

Dziś symbolicznie wypadają urodziny 77 Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego i to dosyć okrągłe, bo 90-te. Tak tak… dziewięćdziesiąt lat pracy i przygód za nami. Zawsze staraliśmy się, żeby tych przygód było dużo, w końcu… „życie bez przygód byłoby głupie”. A jak wyglądały nasze pra pra początki? W roczniku z 1930 roku można było przeczytać: „Rozkazem Komendanta Chorągwi z grudnia 1929 roku utworzono w Żyrardowie 76MDH i 77MDH. Drużyna 77 nosi czarne barwy i działa przy Szkole Powszechnej im. Marii Konopnickiej w Żyrardowie, liczy trzy zastępy, w jej strukturach działa gromada wilcząt, pierwszym drużynowym zostaje phm Stefan Podgórski.

Później jakoś z górki nie mieliśmy… w 1939 roku rozpoczęła się II Wojna Światowa, a nasi harcerze wstąpili do Szarych Szeregów lub Armii Krajowej.16 kwietnia 1943 w obozie zagłady KL Lublin (Majdanek) zamordowany zostaje nasz pierwszy drużynowy – phm Stefan Podgórski. W 1945 roku kiedy tylko ustają działania wojenne, rozpoczyna się nowa karta w historii 77 Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej. We wrześniu 1945 roku na polecenie komendanta Hufca Harcerzy, do Szkoły Powszechnej im. Marii Konopnickiej oddelegowany zostaje druh Ryszard Wiśniewski.

Filarami naszej drużyny w tamtym czasie byli: Ryszard Wiśniewski (drużynowy) , Tadeusz Czuchryta (przyboczny), Antoni Pałucki (zastępowy). 77 Mazowiecka Drużyna Harcerska w obecnym składzie i kształcie działa oficjalnie do końca 1949 roku, kiedy to z powodu prześladowań Służby Bezpieczeństwa, z funkcji drużynowego zmuszony jest zrezygnować druh Wiśniewski. 77MDH działa jeszcze ledwie kilkanaście miesięcy, do momentu kiedy hm. Henryk Godlewski (opiekun drużyny) zostaje aresztowany, a następnie skazany na dwa lata zsyłki do obozu pracy w Jaworznie.

W 1983 roku młody instruktor, druh Witold Urbański z czynnym udziałem hm. Henryka Godlewskiego i szczepowej szczepu nr 7 Anny Jarkiewicz (Puchała) doprowadza do reaktywacji 77MDH. Od tamtego momentu działamy już nieprzerwanie. W 1984 roku z rąk dh. Urbańskiego drużynę przejmuje młody instruktor phm Robert Komoń, ówczesny drużynowy 4KDH. Dochodzi wtedy do połączenia składów obu drużyn, tworząc jedną, nową jednostkę. Na pamiątkę połączenia drużyn 77MDH przyjęła nowe zielono-czarne barwy, od historycznych czarnych 77MDH i zielonych 4KDH. Druh Robert „Wodzu” Komoń został naszym drużynowym na długie 27 lat. Niestety dzień 16 czerwca 2011 roku przynosi nagłą i nieoczekiwaną śmierć druha phm Roberta „Wodza” Komonia. 1 sierpnia 2011 roku na mocy Rozkazu Specjalnego L3/2011 naszym nowym drużynowym został phm Mariusz Gmurek „Chmura”.

Tak to mniej więcej wyglądało w telegraficznym skrócie. Co nas czeka za kolejne 90 lat? Jak będziemy wyglądali za 10 lat na równej setce? Może lepiej nie tracić czasu na rozmyślania, bo życie i tak ułoży własny scenariusz. Lepiej wziąć się do pracy, przecież: „Tyle do zrobienia, a tak mało czasu…”. Uchylimy też trochę rąbka tajemnicy, że po nowym roku przy bardziej sprzyjającej pogodzie przygotujemy naszą imprezę urodzinową z oprawą godną jubileuszowi. Ale o tym niebawem…

 

 

03 paź

Złota Menacha 2017 !!

Jeżeli harcerze 77MDH mają do czegoś wyjątkowy talent, to będą to z pewnością umiejętności kulinarne. Kolejny raz organizujemy Harcerskie Mistrzostwa Kulinarne… i kolejny raz zbiórka wypada wręcz kosmicznie 🙂 Tym razem w jury mieliśmy nawet osoby postronne, które pojawiły się na naszej zbiórce z wizytacją z ramienia hufca. Kunszt kulinarny naszych harcerzy mogli na własnym podniebieniu poczuć druhna pwd. Iza Wójcik oraz druh Karol Żurawski (wieki temu zastępowy Zastępu IV Wilki). Obserwując przygotowania do walki o złotą menachę widać w poczynaniach naszych harcerzy wyjątkowy spokój, opanowanie i ogromne przekonanie do własnych pomysłów!

Podczas tej edycji mistrzostw zadany temat kulinarny wydawał się bardzo wymagający i trudny technicznie. Uczestnicy mieli w tym roku przygotować wyjątkowe harcerskie sushi! I jak się później okazało… ile zastępów, tyle pomysłów na realizację tego tematu. Zastęp II Orły zaprezentował sushi najbardziej innowacyjne, Zastęp III Żbiki poczęstował nas najbardziej „harcerskim” daniem, zaś Zastęp V Niedźwiedzie podał sushi najbardziej tradycyjne. Kto nie był i kto nie doświadczył tej orgii smaków, ten nie zrozumie i nie uwierzy. Wszystkie zastępy wskoczyły na bardzo wysoki poziom i wyjątkowo ciężko było nam wytypować zwycięzce. Tak naprawdę walka była bardzo ale to bardzo wyrównana, a o zwycięstwie zadecydowały niuanse.

Tegoroczne Harcerskie Mistrzostwa Kulinarne zwyciężył i Złotą Menachę zdobył Zastęp III Żbiki. Choć w bardzo okrojonym (jak na nich) składzie, udało im się wyczarować wyjątkowe cudeńko, które praktycznie od początku do końca zostało stworzone na ognisku. Na zadany temat „Harcerskie Sushi” chłopaki przygotowali *Wiocha Maki* czyli kiełbasa z ogniska i ogórek kiszony zawinięty w ryż i plastry boczku zamiast arkuszy nori. Mniam!

10 wrz

Obóz Berdo 2017- Bieszczady

Nadszedł wrzesień, zaczął się rok szkolny, minęły ciepłe dni… warto zatem wrócić do wspomnień z naszego tegorocznego obozu w Bieszczadach!
77 Mazowiecka Drużyna Harcerska jako miejsce tegorocznej Harcerskiej Akcji Letniej, wybrała bazę ,,Berdo” nad jeziorem Myczkowskim w Bieszczadach 🙂 Miejsce z przepięknymi widokami i wspaniałymi ludźmi. Na obóz wyjechaliśmy w tym roku 11 sierpnia około godziny 22. Spotkaliśmy się wszyscy z zapakowanymi  plecaki i w gotowości na kolejną przygodę. Jechaliśmy całą noc, by następnego dnia o 6 rano pojawić się na miejscu i wsiąść na pokład Bieszczadzkiego ,,Cybucha” 🙂 Wysiedliśmy z autokaru niewyspani, ale zachwyceni otaczającymi nas widokami. Przypłynął po nas Cybuch i z całym naszym bagażem przeprawiliśmy się  na drugą stronę jeziora. Gdy dopłynęliśmy zaczęliśmy wszystkie nasze rzeczy zanosić do obozowiska. Niewielkim smutkiem było dla nas to, że praktycznie wszystkie prace obozowe zostały już wykonane. Mimo tego obozowisko było bardzo dobrze umieszczone i rozbudowane. Harcerze i tak zawsze znajdą coś do roboty ;). Od samego przyjazdu zaczęliśmy robić nie wielkie, ale istotne dla nas prace jak np. stawianie masztu, czy budowa szlabanu. Gdy uporaliśmy się ze wszystkim przyszła pora na rozpoczynający obóz apel. Na apelu Chmura wszystkich przywitał i obwieścił  co nas czeka w najbliższym czasie,  a  druhna Grażyna otrzymała barwy drużyny :). Po apelu udaliśmy się na śniadanie, a następnie mogliśmy odpocząć i zdrzemnąć się po całonocnej jeździe. Dokończyliśmy potem pozostałe prace i dokonaliśmy niesamowitego czynu! Stworzyliśmy skajpowy telemost z salą weselną w Warszawie, gdzie Rafał Komoń (wieloletni towarzysz naszej niedoli) zmienił stan cywilny. Z Bazy Berdo popłynęły życzenia i krótki występ taneczno-wokalny. Zakończyliśmy dzień wspólnym ogniskiem, gdzie rozmawialiśmy, graliśmy i śpiewaliśmy.
Poooobudka! Wstawanie o 7 rano w wakacje nie jest rzeczą najprzyjemniejszą, ale szkoda marnować dnia, przed nami wiele przygód! Tego dnia jednak nie można było być w całkowitej euforii. Był to dla harcerzy w całej Polsce dzień zadumy spowodowany tragedią w nocy z 11 na 12 sierpnia. Chmura tego dnia przeczytał specjalny rozkaz, opuściliśmy flagę do połowy i udaliśmy się na mszę świętą. Poćwiczyliśmy w tym dniu musztrę, a zakończyliśmy najbardziej klimatycznym ogniskiem ostatnich lat z harcerzami z Hufca Ziemii Sanockiej. Ognisko w klimacie Wojtka Bellona i Jerzego Harasymowicza było naprawdę niezwykłe.

Czas na trzeci dzień nieco bardziej intensywny,  przed nami wędrówka do Soliny ! Była to wielka przeprawa ze stromym podejściem i jeszcze lepszym zejściem. Wielu z nas praktykowało styl na Wichurę, czyli zjazd na tyłku ;). Warto było się wspiąć, dla czekającej na nas w Solinie niespodzianki. Pogoda w tym dniu bardzo dopisywała, więc rejs statkiem po jeziorze Solińskim to najlepsza rzecz jaka mogła się tego dnia przytrafić 🙂 Płynęliśmy sobie spokojnie i zbieraliśmy siły na powrót. Wróciliśmy zmęczeni, ale zadowoleni z tego, że daliśmy radę. Popołudniowa cisza poobiednia, by zregenerować siły, a dzień zakończyliśmy przemiłym akcentem. Wieczorem odbył się koncert Córas and Papas na który były zaproszone wszystkie podobozy. Bawiliśmy się świetnie, a druhny z Hufca Ziemii Sanockiej dały czadu śpiewając Bieszczadzkie piosenki,  mimo początkowych niechęci. Przyszły one także na nasze późniejsze ognisko. Miło spędziliśmy razem czas aż do późnej nocy :).

4 dzień obozowy,  na rozgrzewkę po przebudzeniu tradycyjnie poranna gimnastyka. Po skończonym apelu szybko udaliśmy się na brzeg jeziora, by pożegnać harcerzy Hufca Ziemii Sanockiej. Zaśpiewaliśmy dla nich kilka piosenek, pomachaliśmy chusteczkami, co bardzo ich wzruszyło :). Przez te dwa dni zdążyliśmy ich poznać i bardzo polubić. Mamy nadzieję,  że pojawią się na naszym Harcerskim Rajdzie Radziejewskim w przyszłym roku. Korzystając z pięknej wakacyjnej pogody popływaliśmy sobie tego dnia w jeziorze, w kajakach i pograliśmy w siatkę 🙂 Oprócz przyjemności zaliczaliśmy potrzebne sprawności i przygotowywaliśmy się na bieg zaliczeniowy na stopień.

Na koniec tradycyjne ognisko, by podsumować dzień.
Kolejnego dnia przyszła pora na INO! Czyli bieg na orientacje. Dodatkowym utrudnieniem w tym dniu było to,  że odbywała się próba na milczka :). Cały dzień bez mówienia to nie lada wyzwanie! Mało tego czekał na nas zwiad w Myczkowcach, musieliśmy zebrać jak najwięcej informacji na temat tej wsi i znajdujących się w niej ciekawych obiektów. Dla jednej z naszych druhen ten dzień był szczególnie wyjątkowy, a właściwie noc. Obudzeni w środku nocy udaliśmy się w ciszy Cybuchem pod rozgwieżdżonym niebem na drugi brzeg jeziora. Druhna Grucha złożyła przyrzeczenie harcerskie i otrzymała świetlany harcerski krzyż. 

6 dzień obozu. Jeden z chyba najbardziej wyczerpujących, ale zarówno wspaniałych dni. Był to dzień kiedy za cel przyjęliśmy sobie wejście na Tarnicę. Startowaliśmy ze wsi Wołosate, następnie 2h marszu w górę,  gdzie czekała nas nagroda w postaci pięknych widoķów. Ze szczytu po kolejnych 2h marszu przez Szeroki Wierch zeszliśmy do Ustrzyk. Wszyscy mimo niewielkich przeciwności losu weszli na szczyt z wielką dumą :). Wróciliśmy,  zjedliśmy obiadokolację, pospaliśmy na ciszy poobiedniej, a wieczorem na ognisku przedstawiliśmy wyniki zwiadu w Myczkowcach.

Przed ostatni pełny dzień obozowy to wielka próba dla Wilka i Gustlika, po apelu wyruszyli oni na ostatnią część trzech piór ,, Chatkę Robinsona” My natomiast poznaliśmy wyniki poprzedniego biegu na orientację i wystartowaliśmy w kolejnym :). Po skończonym biegu zaczęliśmy się przygotowywać do wieczornego konkursu śpiewania inaczej zwanego ,, darcie paszczy” ;). Tego dnia na ciszy poobiedniej spali wszyscy z wyjątkiem wartownika. Wieczorem zaprezentowali się wszyscy śpiewając,  grając i tańcząc. Wszyscy świetnie się bawili i mogli zaprezentować swoje muzyczne talenty.

Wszystko co dobre szybko się kończy,  przyszła pora na ostatni już dzień obozowy. Uwaga, uwaga Gustlik i Wilku wrócili! Mamy pierwszych od 2010 roku zdobywców trzech piór :). Po całodniowym pobyciu w lesie z 5 zapałkami, butelką wody, kocem, nożem i menażką oraz bez całkowitego jedzenia w poprzednim dniu. Jesteśmy z nich bardzo dumni. Również w tym dniu odbył się bieg na stopnie harcerskie. Na trasie biegu czekało na nas 5 punktów. Pierwszy z terenoznawstwa, drugi ze znajomości historii scoutingu i drużyny, trzeci z obrzędowości, czwarty ze sznurów i odznaczeń i piąty z symboliki krzyża i lilijki. Bieg był podsumowaniem całorocznej harcerskiej pracy :). Po jego zakończeniu mogliśmy odpocząć i udać się na lody do wsi Myczkowce. Resztę dnia spędziliśmy na zabawie, odpoczynku i doskonaleniu technik harcerskich. Odbyło się także ostatnie już obozowe ognisko podsumowujące te 9 dni w bazie Berdo.

Trudno uwierzyć, że nasza Bieszczadzka przygoda dobiegła końca. Zanim zaczęliśmy się pakować poznaliśmy jeszcze wyniki biegu na stopnie. Harcerze 77 Mazowieckiej otrzymali następujące awanse!
Ałycza i Pestka: na samarytankę, Wilku, Ossa i Wichura: na Pionierkę, Grucha: na Tropicielkę, Luby i Szycha: na Odkrywcę, Gustlik na Wywiadowcę, Haski, Serek, Huragan, Wąski na Młodzika. Radości nie było końca :). Po skończonym apelu zaczęliśmy się pakować i pomału żegnać z Bieszczadami. Czas wracać do domu i ludzkich codzienności.
Tegoroczny obóz można zaliczyć do jak najbardziej udanych. Udało nam się wiele osiągnąć, zwiedzić trochę miejsc, podszkolić się z dziedzin harcerstwa i doskonale się przy tym bawić. Baza Bardo na długo zostanie w naszych sercach tak jak poznani w niej  ludzie. Mamy nadzieję, że czas do następnego obozu minie szybko i znów przeżyjemy cudowną harcerską przygodę :).

 

02 lis

Warta Honorowa…

77 Mazowiecka Drużyna HarcerskaCzas biegnie i zwolnić nie chce… w takie dni jak Święto Zmarłych, w szczególny sposób zaczynamy sobie zdawać sprawę z przemijania. Każdy z nas staje się coraz starszy, na mundurze w tempie ekspresowym zaczyna nam przybywać zielno-czarnych kostek przynależności. Jeszcze niedawno marzyło się, żeby mieć pierwsze dwie, z podziwem patrzyło na Wodza, których miał ich dwa rządki, teraz samemu ma się ich tyle, że ciężko policzyć.

Warta honorowa przy grobach żołnierzy, czy zasłużonych harcerzy, to zwyczaj który pielęgnujemy właściwie od zawsze. Jak tylko sięgnę pamięcią, 1 listopada, kiedy zaczynał zapadać zmrok, ubrani w mundury, z naciągniętymi na ramię pałatkami, ruszaliśmy na cmentarz aby oddać hołd tym którzy odeszli z tego świata. Od trzech lat przygotowujemy warty i swoje siły skupiamy głównie przy grobie naszego wspaniałego drużynowego phm Roberta Komonia, w tym roku doszło zaś jeszcze jedno miejsce. Pod koniec listopada ubiegłego roku na wieczną wartę odszedł chyba najbardziej zasłużony żyrardowski harcerz, nasz mentor i były (nieoficjalny) drużynowy hm Henryk Godlewski. Dlatego też naszych harcerzy nie mogło zabraknąć również przy Jego grobie.

no images were found