Kiedy popatrzymy na kilkanaście lat naszej najbliższej historii, nie ma chyba takiego drugiego miejsca, w które jeździlibyśmy regularnie przez tyle lat i z taką częstotliwością. Próby poczynienia jakiś szacunków wskazują, że budynek szkoły podstawowej w Budach Starych odwiedzamy przynajmniej 18 lat. Śmiało możemy powiedzieć, że Budy Stare, nazywane przez nas trochę mylnie Młodzieszynem (od nazwy największej okolicznej miejscowości) to nasz drugi harcerski dom, a biwaki tam organizowane to już właściwie tradycja.
Przynajmniej raz w roku, a najczęściej dwa razy… wraz z całą 77MDH ruszamy na biwak „do Młodzieszyna”. Czy to biwak jesienny, czy wypad na ferie, zawsze jedziemy tam z olbrzymią ochotą (a Mammuty z sentymentem), bo jest to miejsce naprawdę wyjątkowe. Przede wszystkim bardzo malownicze, o bardzo urozmaiconym i ciekawym terenie, a poza tym mimo chłodów na dworze, może mieszkać (dzięki doskonałemu położeniu szkoły) praktycznie w środku lasu. Od 18 lat, kolejne roczniki naszych harcerzy z 77MDH zdobywają tu swoje harcerskie szlify, uczą się poruszać z mapą, z rąk drużynowego otrzymują upragniony harcerski krzyż. Prócz nauki to także okazja do sprawdzenia swoich umiejętności i rywalizacji między zastępami. Tak też było i tym razem… zapraszamy więc do obejrzenia zdjęć z biwaku.
Czas biegnie i zwolnić nie chce… w takie dni jak Święto Zmarłych, w szczególny sposób zaczynamy sobie zdawać sprawę z przemijania. Każdy z nas staje się coraz starszy, na mundurze w tempie ekspresowym zaczyna nam przybywać zielno-czarnych kostek przynależności. Jeszcze niedawno marzyło się, żeby mieć pierwsze dwie, z podziwem patrzyło na Wodza, których miał ich dwa rządki, teraz samemu ma się ich tyle, że ciężko policzyć.
Warta honorowa przy grobach żołnierzy, czy zasłużonych harcerzy, to zwyczaj który pielęgnujemy właściwie od zawsze. Jak tylko sięgnę pamięcią, 1 listopada, kiedy zaczynał zapadać zmrok, ubrani w mundury, z naciągniętymi na ramię pałatkami, ruszaliśmy na cmentarz aby oddać hołd tym którzy odeszli z tego świata. Od trzech lat przygotowujemy warty i swoje siły skupiamy głównie przy grobie naszego wspaniałego drużynowego phm Roberta Komonia, w tym roku doszło zaś jeszcze jedno miejsce. Pod koniec listopada ubiegłego roku na wieczną wartę odszedł chyba najbardziej zasłużony żyrardowski harcerz, nasz mentor i były (nieoficjalny) drużynowy hm Henryk Godlewski. Dlatego też naszych harcerzy nie mogło zabraknąć również przy Jego grobie.
Zbliża się 1 listopada, dzień w którym odwiedzimy swoje rodzinne groby, ale również będziemy wspominać najbliższych nam harcerzy którzy odeszli niestety na wieczną wartę, hen daleko gdzieś na połoniny niebieskie. Jak co roku (około godziny 16:00) honorowa warta stanie przy grobie nieodżałowanego drużynowego 77MDH phm. Roberta „Wodza” Komonia, równolegle nasi harcerze podejmą wartę przy grobie hm. Henryka Godlewskiego „Godlesia”.
hm Henryk „Godleś” Godlewski
Blisko rok temu odszedł od nas hm. Henryk Godlewski, chyba najbardziej zasłużony instruktor Hufca ZHP Żyrardów, pionier harcerstwa na terenie Żyrardowa. Hm Henryk „Godleś” Godlewski był osobą szczególnie ważną dla 77 Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej, gdyż to za jego sprawą w roku 1984 została reaktywowana historyczna, przedwojenna żyrardowska drużyna – 77 MDH. To na jego wsparcie po reaktywacji mógł liczyć nowy drużynowy naszej drużyny – phm Witold Urbański, a następnie phm Robert „Wodzu” Komoń. Godleś był dla wszystkich zasłużonych harcerzy 77MDH ikoną przedwojennego harcerstwa, mentorem, harcerskim wzorem do naśladowania. Mimo różnych represji władz komunistycznych, zawsze wpajał w swoich harcerzy przedwojenne wzorce, a harcerze którzy za sprawą hm Henryka Godlewskiego składali przyrzeczenie harcerskie, zawsze przyrzekali „całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce” a nie „pracować dla dobra Ojczyzny i sprawy socjalizmu”. Życie „Godlesia” nie było usłane różami, na początku lat 50tych XX wieku, za swoją działalność w strukturach harcerskich został skazany na dwa lata więzienia, które zostały zamienione na dwa lata ciężkich robót w kopalni. W ostatnich latach nie udzielał się w życiu harcerskim, jak to mówił „pozostawiając pole do popisu dla młodych instruktorów”, zawsze można było jednak liczyć na jego wsparcie czy wielkie doświadczenie harcerskie.Garść wspomnień hm Henryka „Godlesia” Godlewskiego o 77MDH i przedwojennym harcerstwie udało się zarejestrować kamerą w lutym 2012 roku podczas przemiłej wizyty przy kawie i herbacie w Jego domu.
.
.
Kto znał „Wodza” – jak mówili o Nim Jego harcerze lub „Kobosa” czy „Robsona” jak do Niego zwracali się starzy kumple, instruktorzy Jego pokolenia, ten wie, że był prawdziwym skautem. Do współczesnego harcerstwa odnosił się z dystansem– uważał je za zbyt zbiurokratyzowane, odległe formą od prawdziwego skautingu, którego ideom był całkowicie oddany. Jego idolem był bowiem założyciel skautingu Robert Baden-Powell, którego śladami wiecznie podążał.
Jego żywiołem był las. Zabierał swoich harcerzy na obcowanie z naturą w oryginalnym, skautowym wydaniu – uczył młodzież sztuki przetrwania w leśnych ostępach, z nadzieją, że zawsze będą sobie umieli poradzić w trudnych warunkach. Organizował obozy, biwaki, rajdy, złazy, manewry, gry terenowe, biegi patrolowe. Był bardzo wymagający, dbał o dyscyplinę. „Nowym” przychodzącym do drużyny stawiał wysoko poprzeczkę. Nie wszyscy byli w stanie przejść tę próbę, ale Ci którym się udało zostali w drużynie ponad 20 lat. Sam granatowy sznur 77MDH nosił bardzo długo… 27 lat to szmat czasu, podczas którego poświęcił naprawdę wiele czasu i energii, aby być dobrym drużynowym. Wszystko układało się świetnie, aż do momentu kiedy zupełnie niespodziewanie został przerwany Jego niesamowity życiorys. Ci z harcerzy 77MDH którzy pamiętają „Wodza” nigdy chyba nie uwierzą w jego odejście… ot Jego kolejny żart, z których był znany. Człowiek którego życie stanowiło 1/3 historii harcerstwa wydawał nam się przecież niezniszczalny.
W naszej internetowej galerii pojawiły się właśnie zdjęcia z obozu w Szklanej Hucie. Dzięki nim, po paru miesiącach, znów możemy wrócić do wspomnień z tych pięknych wakacyjnych dni. Pamięć ludzka bywa ulotna, więc zdjęcia te są dowodem na to, że wzięliście udział w naprawdę niełatwym i wymagającym obozie. Cóż… pozostaje Wam trochę pogratulować, że przetrwaliście krzyki drużynowego, orbity w trudnym terenie czy niemiłosierny upał. Mamy nadzieję (my Mammuty), że udało Wam się z tego obozu wynieść naprawdę dużo nauki, dzięki czemu łatwiej będzie Wam w tym obecnym roku harcerskim. W chwili obecnej do obejrzenia macie zdjęcia… niebawem jeszcze opublikujemy film 🙂 Miło jest powspominać ? Co w Waszej pamięci utkwiło najbardziej? Jakieś wspomnienie? Zdarzenie? Jakiś alarmik nocny? Czekamy na Wasze wpisy (komentarze) pod tym artykułem 😉